Moje spotkania z wyznawcami islamu

Pod moim poprzednim wpisem wywiązała się dyskusja na temat imigracji, islamu, co mnie cieszy i co było zamiarem. Teraz chciałam nieco napisać o moich kontaktach tutaj w Kanadzie z wyznawcami tej religii. Kontaktach głównie na gruncie zawodowym, ale też i trochę prywatnym. Kontaktach całkiem dobrych i właściwie dużo lepszych niż na przykład z Hindusami. O ile z Hindusami miałam niezgorsze kontakty zawodowe to wszystko poza pracą było fatalne i ograniczało się do żałosnych prób podrywu przez żonatych facetów szukających taniej zabawki. No, ale wracając do muzułmanów.. w większości to byli imigranci z Iranu, sami siebie nazywający Persami. Osoby wykształcone, autentycznie uciekające przed religijnym zamordyzmem co wyrażało się noszeniem europejskich strojów i zachowaniu. 

Zalinkowane zdjęcie znalazłam na portalu euroislam.pl a pochodzi ze strony, gdzie Iranki  walczą o prawo odkrywania włosów. Tak, w Iranie za odsłonięcie włosów grozi kobiecie odpowiedzialność karna. Oczywiście żadna z zachodnich pseudo-feministek walczących z wyimaginowanym patriarchatem nie wsparła tych dzielnych kobiet. Moje znajome Iranki nie nosiły żadnych chust i generalnie były to najbardziej eleganckie dziewczyny jakie spotkałam. W Toronto większość kobiet ubiera się byle jak, zaś najbardziej eleganckie są Koreanki i Iranki (lub inne kobiety z Bliskiego Wschodu nie noszące chust czy zasłon). Moje znajome łączyło to, że a) były wierzące acz nie znosiły religijnego zamordyzmu; b) chciały decydować o sobie, ale szanowały tradycję i rodzinę; c) uważały europejską politykę migracyjną za głupią. 

Ostatnie rządy, czyli jak upaść na własne życzenie

Globalne oci(e)plenie zaatakowało w Toronto i z tej okazji od wczoraj mamy śnieżycę. Śnieżyca potrwa przynajmniej do jutra więc czego jak czego, ale białego puchu nie zabraknie w najbliższe dni. Lecz oczywiście i tak trzeba dołożyć podatek węglowy, oczywiście dla dobra wszystkich, bo demokracja liberalna się wielce o każdego troszczy. Czy tylko mnie demokracja liberalna przypomina ludową?

Obejrzałam niedawno zalinkowany dokument o ostatnim cesarzu Rzymu i sytuacji Zachodniego Cesarstwa w V wieku n.e. Polecam obejrzeć dokument, ale parę stwierdzeń mnie uderzyło: większa część rzymskiej armii tamtych czasów to byli barbarzyńcy, głównie Germanie. Przybywający dawniej barbarzyńcy romanizowali się: uczyli łaciny, nosili wedle rzymskiej mody i zasadniczo bardzo chcieli stać Rzymianami. W V wieku zaś odróżniali strojem, językiem i zwyczajami. Jako odpowiedź na rosnące zagrożenie ze strony Hunów oraz Burgundów, władze Rzymu oddawali im kolejne tereny. Mniej terenów to mniejsze dochody, mniej pieniędzy na wojsko i rosnąca słabość. To się nazywa błędne koło. Brzmi znajomo, czyż nie?

Pokłosie zaniedbań, czyli o polityce historycznej słów kilka

Jak wiedzą stali Czytelnicy mojego bloga, interesuję się historią. Historia naprawdę może nas wiele nauczyć, łącznie z tym, że wszystko już było i rozwiązania można przewidzieć. Już w 2012 roku pisałam o nieszczęściach jakie wynikną z "Arabskiej Wiosny" a jeszcze na Onecie, dużo wcześniej, że rozbiór Serbii jakim było oderwanie Kosowa doprowadzi do nieszczęścia. Uznając Kosowo UE sprowokowała rosyjską inwazję na Krym, zamieszanie z referendum w Katalonii i kto wie co jeszcze. Tworzenie precedensu zawsze się mści i otwiera puszkę Pandory. Oczywiście, jak uczy nas historia, decydenci nie znają historii i co rusz powtarzają te same błędy. Niech za przykład posłuży fakt, że i Napoleon i Hitler ruszyli na Rosję w chłodniejszą część roku licząc na szybkie zwycięstwo i obaj ponieśli porażkę. Historia może stanowić użyteczne narzędzie polityki, o czym wiedzą Niemcy, Żydzi czy Turcy, lecz co powoli dociera do polskich polityków. Znaczy dociera, ale poza gadaniem i powoływaniem fundacji (z dyrektorami) niewiele z tego wynika. Piszę o tym w sprawie awantury na linii Polska-Izrael i co rusz pojawiającej się frazy "polskie obozy śmierci". Dziwię się, że ktokolwiek się dziwi takim reakcjom po latach prowadzenia pedagogiki wstydu, promowania Jana Tomasza Grossa, filmów jak "Pokłosie" czy przepraszania za Jedwabne. 

To nie tak, że przez większą część PRL-bis, czyli III RP nie  było w Polsce polityki historycznej. Była, lecz nie  miała owa polityka na celu służenia Polsce i Polakom, lecz internacjonalistycznym, postmodernistycznym środowiskom, żywiących nienawiść do europejskiej kultury, zasad i wiary chrześcijańskiej. Ilekroć słucham mediów mainstreamu tutaj czy różnych ponoć nowoczesnych partii w Polsce, skowyt ten  sam. No i pedagogika wstydu: Polak ma się wstydzić polskości, a biały człowiek swej kultury. Jak wiemy "abreit macht frei" to zdanie w starej polszczyźnie w średniowiecznej Europie bili murzynów. Oczywiście cała ta gra bardzo odpowiada Niemcom, którzy chcą obarczyć swe ofiary własnymi zbrodniami. A środowiska promujące "Pokłosie" z pewnością takowym pomagają. Jakże mają nas za granicą widzieć, skoro tak mówimy? Tłumaczyłam na spotkaniu w piątek znajomej Niemce, że Auschwitz było niemiecką inicjatywą i że tylu Polaków ratowało Żydów, że zabrakło drzew w  Yad Vashem. Nie protestowała, po prostu musiała przyswoić wiedzę. Czemu o tym piszę?

Kształt wody, czyli jak ideologia niszczy wyobraźnię

W zeszłym tygodniu byłam z koleżanką na filmie "Kształt wody" (ang. "The shape of the water") w reżyserii Guillermo del Toro. Ponieważ wcześniej widziałam "Labirynt Fauna", "Hellboya" czy wreszcie "Kręgosłup diabła" w reżyserii del Toro, moje oczekiwania były bardzo wysokie. Oczekiwałam interesującej, pełnej symboliki historii pełnej potworów, niewinnych dziewczynek odkrywających tajemnicę i oczywiście czarnych charakterów, zaś na koniec nie było do końca pewne co właściwie zaszło. Nic takiego nie miało miejsca w przypadku najnowszego filmu. Co prawda fakt, że del Toro brał udział w tworzeniu "Hobbita" winien stanowić znak jak bardzo reżyser idzie w stronę najgorszej, najbardziej tandetnej komercji. Miałam jednak w pamięci "Labirynt Fauna" i miałam oczekiwania.

Małe kłamstwa, wielkie kłamstwa i liberalne media

Kiedyś mówiono, że są małe kłamstwa, wielkie kłamstwa oraz statystyka. Tak było dopóki nie zamieszkałam w Kanadzie, w krainie sprawiedliwości społecznej i demokracji liberalnej prawda to groźna rzecz trzeba mówić nowomową. Czasem czuję się żaba we wrzątku patrząc wokół siebie, bowiem pewne rzeczy są tak absurdalne, że aż nie wiem czy wszyscy wokół oślepli czy ja mam może skrzywione spojrzenie. 

Kanada to bogaty kraj niebogatych ludzi zarządzanych przez skrzyżowanie Angeli Merkel z Emmanuelem Macronem. Wywołać kryzys migracyjny będąc tysiące kilometrów od stref wojny i granicząc tylko ze Stanami od południa i biegunem na północy to osiągnięcie, ale sprawiedliwa Justynka [1] daje radę, zapraszając radośnie nielegalnych imigrantów ze Stanów do Kanady i robiąc zdumione oczka, że naraz imigranci gdzieś po lasach zginęli. No, ale o tym się nie usłyszy w Dzienniku Telewizyjnym, pardon CBC News, za to można usłyszeć całkiem sporo tzw. fake news. Nie cierpię wtrętów z angielskiego zaśmiecających piękną polszczyznę, więc zacznę odtąd używać określenia dosadnego łgarstwo. No chyba, że nie znam tłumaczenia. 

Z życia emigranta

Dawno mnie tutaj nie było.  W którymś momencie nie potrafiłam więcej napisać nic więcej i potrzebowałam przerwy.. długiej przerwy. Planowałam kilka razy wrócić, lecz nie mogłam sie zebrać. Pozdrawiam wszystkich co tutaj zaglądali i mam nadzieję, że było co czytać.

Jak zapewne zgadliście już Czytelnicy z tytułu, wciąż jestem za granicą, tak samo jak w 2015 w Kanadzie, w Toronto. Jestem już rezydentem Kanady, mam stały pobyt i jakby chciała mogę się ubiegać za parę lat o obywatelstwo. Mogę zmienić pracę, sprowadzić rodzinę i generalnie koniec z przedłużaniem dokumentów w pracę. Nie wiem oczywiście na ile zostanę,  ale mam teraz sporo opcji. Być może po zakończeniu stypendium poszukam pracy w Stanach. Moi lewaccy koledzy w pracy wyją na Prezydenta Trumpa, dla mnie to powód by rozważać USA. Ale to na  jakie jakoś ponad roczna perspektywa. 

Złotousta Ewa

Pod moim poprzednim testem zauważyłam żywą dyskusję (co mnie cieszy) oraz dawno nie widzianych gości. Celus, Kira witam z powrotem po długiej przerwie! Ja mam tradycyjnie mało czasu. Terminy, czy jak tutaj mawiają D Days, bywają zabójcze, nieuchronne i zawsze przychodzą za wcześnie. Zazwyczaj się wyrabiamy, ale za pięć dwunasta, co bywa denerwujące. 

Kolega przesłał mi ten oto link [1]: Złote słowa premier Kopacz naprawdę potrafią powalić na kolana i rozśmieszyć. Sama nie wiem czy śmiać się czy raczej płakać kiedy premier rządu dużego państwa Europy zaczepia turystów czy proponuje ministrom kupno loda. Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć co znaczy "zrobić loda" i dlaczego zabrzmiało to podobnie. Nie wiem też co Ewa Kopacz pragnęła osiągnąć zaczepiając ludzi w pociągu (nad którym leciał samolot). Definicja taniego i przyjaznego państwa a'la PO to zbyt skomplikowana sprawa, przynajmniej kiedy wyłączy się TVN.


A'propos pechowej pani premier. Znalazłam niedawno w sieci kanał z filmami historycznymi. Autor przestawia znane i mniej znane postacie w humorystyczny i nieformalny sposób. Nie mam z tym problemu, a film polecam obejrzeć. Zwłaszcza sposób w jaki autor podsumował Ewę Kopacz. 


Kanał znalazłam przez przypadek, kiedy szukałam czegoś po polsku.

[1] http://niezalezna.pl/68638-opalasz-sie-dzis-na-plazy-dekolt-poparzy-czuje-nowy-kultowy-tekst-ewy-kopacz

Miłujący Allah a ochrona rynku


Jak wspomniałam w komentarzu Jugglerowi na jednej z licznych parad równości w Toronto, padły ciekawe hasła. Uprzedzając pytania w żaden sposób nie ciągnęło mnie na podobne imprezy, ale mieszkając w centrum miasta mimowolnie ogląda się wszelkie bałagan i zamieszanie po wyjściu z domu. Niejako główna parada miała miejsce w zeszłą niedzielę, kiedy to jak na złość zaczęło lać jak z cebra i zrobiło się zimno (~17 stopni). Przetrzebiło to solidnie publiczkę, dzięki czemu nie było kompletnego paraliżu całej okolicy. 

Na samym czole parady szli policjanci a za nimi zaiste ciekawa grupa (nie przebierańcy z pierzastymi ogonami). Uśmiechnięci i brodaci wyznawcy religii „miłości” z transparentami typu „Allah kocha różnorodność” czy „Allah uznaje równość”. Szli spokojni i nijak nie niepokojeni przez współbraci w wierze. Nie, nie dlatego żeby islamiści się naraz ucywilizowali, ale na dziesięciu demonstrantów przypadało piętnastu policjantów a kanadyjska policja nie cacka się z wszelkimi kozakami. Oczywiście niewykluczone, że po wesołym przejściu po skąpanej deszczem ulice brodaci piewcy równości dostali łomot od sąsiadów. O tym jednak cicho sza, bowiem polityczna poprawność nie pozwala wprost nazwać bandziora bandziorem. A tymczasem to wedle islamu a nie rzekomo opresyjnego katolicyzmu na homoseksualizm idzie się do więzienia lub nawet gorzej.
 (na zdjęciu sprawca strzelaniny w Ottawie, a jakże wyznający religię "miłości": https://en.wikipedia.org/wiki/2014_shootings_at_Parliament_Hill,_Ottawa)

Jak trwoga, to do cudzoziemca



Premier (nie będę tutaj kaleczyć polszczyzny formami żeńskimi, po prostu zęby bolą a urząd ważny) Kopacz ruszyła w Polskę koleją. Postanowiła pobyć bliżej ludu i z ludem porozmawiać, zaś pikujące w dół notowania Partii Ośmiorniczek nie mają z tym nic wspólnego.  Na Dworcu Centralnym w Warszawie miał miejsce pierwszy akt przedstawienia, w którym wzięli udział przypadkowi turyści z Montrealu. Kiedy obejrzałam w Internecie ów żenujący występ pomyślałam, że musieli przeżyć niemały szok kulturowy, niekoniecznie przyjemny moim zdaniem. 

Szydło z worka, czyli każdy wybór jest zły


Jarosław Kaczyński uznał, że pani Beata Szydło powinna być kandydatką PiS na premiera. Mam mieszanie uczucia jeśli chodzi o ocenę owego wyboru. Z jednej strony zawsze jestem sceptyczna w przypadku kiedy szef partii typuje kogoś innego na premiera. Przypomina mi się od razu przypadek Jerzego Buzka i Mariana Krzaklewskiego (pamięta go ktoś jeszcze?) czy bardziej świeży Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. „Piękny” Kazio kojarzy się głównie z przeżywaniem kryzysu wieku średniego na oczach całej Polski i porzucenia żony na rzecz młodej dziewczyny. Potem słuch o nim zaginął (nie wiem co tam na plotkarskich portalach) co właściwie można uznać za zaletę. Co prawda premiera Ewa jest prawdopodobnie sterowana z Brukseli (lub Berlina, skoro nie umie przejść prosto po dywanie), ale argument że w Afryce biją murzynów działa do pewnego momentu. Szef zwycięskiej partii do naturalny kandydat na premiera, ale z drugiej strony Jarosławowi Kaczyńskiemu dorobiono taką „gębę”, że zwyczajne rozwiązania mogą nie wystarczyć. Dlatego być może danie kogoś młodego i nieobciążonego ma swoje zalety?