Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie/health. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie/health. Pokaż wszystkie posty

Zamknięte granice, ale co dalej?

Od jakiegoś czasu rozmawiałam na temat tego, co się stanie jak wrócimy do normalności. Pandemia koronawirusa w końcu wygaśnie, jak to z pandemiami bywa, ale co dalej? Jaką, gospodarczą, cenę przyjdzie nam wszystkim zapłacić za owo zamknięcie granic i ograniczenie działalności wielu sektorów gospodarki. A wreszcie jakie to może mieć reperkusje społecznopolityczne? Tego rzecz jasna nie wie na razie nikt, ale pewne problemy, przynajmniej dla mnie, dosłownie aż krzyczą. 

Chyba wszystkich przeraził scenariusz włoski, gdzie doszło do katastrofy w kraju gdzie gospodarczo i tak nie było różowo. Rzecz jasna wielu zwracam uwagę, że z racji starszej populacji Włoch niż sąsiednich krajów wirus zbierał bardziej śmiertelne żniwo. Drugie to jednak indywidualna odpowiedzialność, bo niestety we wszystkim to człowiek stanowi najsłabsze ogniwo. Ludzie, którzy chodzili po knajpkach traktując zwolnienie jako okazję do rozerwania się nie pomogli. W samym Zurychu, jak słyszałam od mieszkających w centrum, musieli pozamykać parki bo ludzie robili sobie grilla łamiąc zakaz spotkań w maksimum pięcioosobowych grupach. Mogę niejako zrozumieć ludzi w Szwajcarii, z którymi wiek XX obszedł się dość łagodnie, bowiem uniknęli wojen i większych nieszczęść, lecz mam czasem wrażenie, że wielu ma problemy z utrzymaniem zasad sytuacji specjalnej. Czy naprawdę oszalałe na punkcie konsumpcji społeczeństwa tzw. oświeconego Zachodu są niezdolne do najmniejszego wyrzeczenia? Jak żyć, panie jak żyć jak sklep z ajfonami zamknęli? 

Rozmawiałam w piątek z koleżanką z Polski, a S. spytała jak to jest, że przy świńskiej grypie w 2010 sprawa jakoś przeszła, a teraz zapanowała nieomal psychoza? No cóż, wyjaśniłam, że nie media społecznościowe nie były wówczas w aż takim użyciu więc i możliwość nakręcania spirali histerii mniejsza. Nie, nie winię mediów społecznościowych za całe zło, ale uważam, że w rozrachunku przynoszą światu dużo więcej złego niż dobrego. Zaczęło się dobrze: możliwość znalezienia dawnych kolegów ze szkoły, poznawanie grup zainteresowań z całego świata a wyszło jak zawsze, czyli nieciekawie. Pozostaje kto nakręca falę fake newsów i kto steruje histerią, by zyskać. Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, unikam ich jak nomen zarazy, lecz jednocześnie nie wierzę, że rzeczy dzieją się same z siebie i bez przyczyny. Na histerii można wiele zyskać, albo wykreować zapotrzebowanie na coś (eksperymentalne leki, szczepionki?), albo zastraszyć społeczeństwo tak, by demokratycznymi metodami wyraziło zgodę na likwidację demokracji i zwiększoną inwigilację na przykład. Dla naszego dobra rzecz jasna. 

Oba scenariusze są nieciekawe, zaś to tylko luźne myśli. Inna sprawa na ile demokracja jeszcze istnieje na tzw. oświeconym Zachodzie, gdzie w ramach swobody myśli w demokracji liberalnej można się zgadzać, albo morda w kubeł, zaś za krytykę przyjmowania nielegalnych imigrantów (aka "uchodźców"), likwidacji państw narodowych, kultury i zasad (aka wielokulturowość) czeka, na razie, śmierć cywilna a jak mawiał znajomy "oświecony" wyborców Donalda Trumpa należy badać psychiatrycznie (jak to szło, schizofrenia bezobjawowa, prawda). Do tego "otwarci" i "tolerancyjni" ludzie lewicy mają nadzieję, że Trump opuści ten padół łez, jak powiedziała M. z mojej pracy. Co to za ustrój, gdzie jest jedna idea, jedna jedynie słuszna wizja życia i poglądów a debata jest zakazana a jak komuś się nie podoba to na stos, mentalny na razie, z heretykiem? No na pewno nie demokracja, zresztą demokracja nie potrzebuje przymiotników a im dłużej żyłam w demokracji liberalnej tym bardziej miałam wrażenie, że ten twór ma tyle wspólnego z demokracją co krzesło, z krzesłem elektrycznym. Być może więc chodzi o zlikwidowanie fasad demokracji? A może by ajfoniki przejęły kolejne elementy naszego życia. Aha żeby nie było, że zazdroszczę. Mogłabym kupić sobie ajfonika, ale po prostu nie mam ochoty. Nie chcę tutaj snuć teorii o tym, że koronawirus to broń biologiczna mająca, na celu to czy tamto. Nie, raczej, że ktoś wykorzystał chiński wirus z Wuhan (tak chiński wirus z chińskiego Wuhan). Jednocześnie jednak pandemia pokazała absolutną bezradność demokracji liberalnej i absolutną niezdolność konsumpcyjnych społeczeństw Zachodu do działania. 

Premier Włoch ([1]), zwraca uwagę, że UE może stracić sens istnienia. I ja się od jakiegoś czasu zastanawiam jak Unia wyjdzie z obecnego kryzysu i czy będzie co zbierać. Projekt UE, jakim jakim widzieli ów twór założyciele, czyli unia gospodarcza miał głęboki sens. Przepływ dóbr, usług i ludzi w ramach Europy mógł uczynić Europę konkurencyjną wobec gigantów jak USA  czy Chiny. A kto zrobił z Chin praktycznie fabrykę świata? Łatwo powiedzieć złe i chciwe korporacje, czy czy to nie my, konsumenci chcieliśmy coraz więcej za mniej? Zakłamane do cna, rzekomo tolerancyjne i zatroskane społeczności tzw. oświeconego Zachodu, chciały konsumować coraz więcej i jakoś im nie przeszkadzało, że ich bluzki czy torebki wykonali półniewolnicy (albo i nie pół)  z Chin czy Bangladeszu. Tacy wege - i fit, zatroskani o "katastrofę klimatyczną" mieli głęboko gdzieś jak żyli pracownicy ich nadgryzionego jabłuszka z Chin. Zamykali oczy i patrzyli dalej, upojeni samozachwytem nad swoją wielkodusznością. Czy naprawdę można oczekiwać od takich ludzi jakiegoś wyrzeczenia, jakiejś własnej myśli? I po namyśle chyba owa namacalna wręcz hipokryzja tak mnie drażniła w Kanadzie. Bo multi-kulti w Kanadzie służyło temu samemu co i w Europie, zasysaniu taniej siły roboczej, w tym, że w kraju liścia klonowego wykwalifikowanej. Po co dobrze płacić programiście czy analitykowi, skoro można zatrudnić za dużo mniej Hindusa czy Chińczyka, dla którego nawet ta nie taka znowu dobra płaca to niebo w porównaniu z tym co ma u siebie? Oczywiście by złapać te muchy, w myśl starego przysłowia, trzeba wystawić miód o nazwie "multi-kulti". Ale oto niektóre grupy, jak wyznawcy proroka-pedofila, zorientowały się, że obiecanki równych szans to pic na wodę i zaczęły robić zadymy używając przeciw lewicowcom (czyli dzisiaj międzynarodówce rozporowej) ich własnej argumentacji. Oczywiście znam całą masę ludzi wierzących w bajki o równości (jak to ładnie nazywał towarzysz Lenin?), ale na pewno zarządzający widzą byznes. I może stąd owa słabość, ponieważ w krajach demokracji liberalnej (jakieś pomysły jak przerobić demolud by pasowało?) istnieje cała rzesza ludzi nijak nie identyfikujących z tymi krajami, za to identyfikujących z czymś odmiennym (powiedzmy totalitarną doktryną wojenną udającą religię), i w razie kryzysu ma się wewnętrznego wroga. Czyż to nie kolos na glinianych nogach, próchniejący od środka? I co będzie jak zawierucha pandemii przejdzie? 

I co z gospodarką? Nie da się wyłączyć wielu sektorów na długo. Owszem branża tzw. eventowa nie jest może jakoś szczególnie potrzebna, ale gospodarka to system naczyń połączonych i nawet taka pozornie mało istotna branża eventowa, jest powiązana z gastronomią, wynajmem pomieszczeń itd. Jak runie jedno pociągnie drugie i to się nazywa efekt domina lub kuli śniegowej. Rzecz jasna wszystkie rządy przeznaczają ogromne kwoty na pomoc, ale tak nie można w nieskończoność. Po pierwsze skąd wziąć kasę, a po drugie na kroplówce nie da się przeżyć życia. Zatem trzeba będzie wracać do normalności, ale pamiętając o środkach ostrożności. Czy dzisiejsze społeczeństwa, jako całość, są zdolne do samoograniczenia? Osobiście szczerze wątpię, ale jeśli tak to być może czas na podmiankę przez innych, zdolnych do wysiłku (mam na myśli prawdziwy wysiłek a nie wrzucenie selfików na insta), jak to już nieraz miało miejsce w historii kiedy starego, rozleniwionego lwa zagryzały młode, głodne sukcesu lwy. Czemu tak się uczepiłam selfików, ajfoników i mediów (anty)społecznościowych? Bo stanowią objawy rozleniwienia dobrobytem. I pozostaje pytanie, czy pandemia przypomni nam wszystkim, że chociaż nie chcemy mówić o śmierci, chorobie i brzydocie w erze poprawianych photoshopem zdjęć na mediach (anty)społecznościowych, to śmierć, choroba i brzydota nie znikły. I że, jeśli jako społeczność mamy przetrwać kryzys, musi nas łączyć wspólnota, ale coś prawdziwego nie mit multi-kulti bo ludzi z odmiennych kultur razem nic nie łączy, więzy istnieją tylko w ramach kultury czy religii tej czy innej. I na koniec ludzie poświęcają się dla rodziny, kraju, idei ale raczej nie dla ajfona, insta czy przygodnego seksu. 

Końców świata mieliśmy w bród

Różne rzeczy dostaję na Whatsupp, ale powyższy obrazek to zdecydowanie smaczek. Pamiętałam większość końców świata z wymienionych: staruszkę pluskwę millenijną, potem dobrego wąglika, ptasią i świńską grypę i nieco egzotyczną Zikę. W Toronto histeria na Zikę, była tak wielka, że koleżanki w wieku produkcyjnym unikały wyjazdów na konferencje na Florydzie, bo Zika zje nas wszystkich. Przyznam, że w swoim czasie pluskwa, wąglik i SARS mnie przestraszyły, ale z czasem naprawdę chyba robię się coraz bardziej znieczulona. Tych końców świata mieliśmy za dużo, a ja mam akurat niezłą pamięć. 

W mojej pracy M., lekarka jest głosem rozsądku. Mówi wszystkim, by zachować spokój, myć ręce i nie dać się zwariować. I że większość z nas nie jest w żadnej grupie ryzyka, ponieważ nie mamy osłabionej odporności, nie jesteśmy pacjentami onkologicznymi i nie zażywamy imunosupersantów. By zostać w domu w przypadku gorączki, kaszlu i kataru co winno być zwyczajną praktyką w razie przeziębienia i grypy. Wziąć głęboki oddech, a przede wszystkim nie tyle wyłączyć telewizję co przestać wchodzić na media społecznościowe. Jak zapewne zgadła większość z was, mam dość sceptyczne podejście do mediów społecznościowych, które może i miały pomóc ludziom się odnaleźć po latach, lecz niestety zostały źródłem lansu, hejtu i  siania fałszywek (nie wiem jak powiedzieć po polsku fake news, a nie znoszę wtrącać anglicyzmów). Histeria i panika nie pomoże. Rzucanie się na żele antybakteryjne też nie. Naprawdę większości z nas starczy zwykłe mydło, a M. mówi, że o ile nie mamy kontaktu z zarażonym naprawdę nie trzeba używać niczego więcej. Poza tym, środki do dezynfekcji rąk mogą podrażnić skórę, a podrażniona skóra to brama do bakterii co razem z M. tłumaczyłyśmy studentowi, który w panice zaczął kilka razy dziennie myć tymi środkami ręce. 

W Szwajcarii, wedle danych na swissinfo.ch, mamy 210 potwierdzonych przypadków i jeden przypadek śmiertelny. Zmarła 74-letnia kobieta hospitalizowana w Lozannie, która prócz koronawirusa cierpiała na przewlekłe choroby. I właśnie owo podkreślone słowo stanowi klucz: przewlekłe choroby, tacy ludzie są w grupie ryzyka także dla zwykłej, sezonowej grypy a z powodu grypy nie odwołuje się imprez masowych, nie zamyka szkół (zwykle) i nie trzeba reglamentować papieru toaletowego. I szkoda, że w tym całym szaleństwie wielu wciąż zapomina, by kichać/kaszleć w chusteczkę lub rękaw. Nieraz w autobusie jechałam z chorym dzieckiem, które kaszlało roznosząc zarazki wszędzie.  Małe dziecko może nie wiedzieć o konieczności zasłaniania buzi, ale czy ja żądam cudów oczekując, że matka zasłoni dziecku buzię by nie zarażało innych nie tylko z okazji koronawirusa, ale w przypadku zwykłego przeziębienia? 

A tak z innej beczki: może warto by politycy i inni decydenci w końcu pojęli, że nie można przenieść całej światowej produkcji w jedno miejsce, do Chin. Jeśli dzięki epidemii koronawirusa cześć fabryk zniknie z Chin i wróci tam, gdzie były wcześniej to z całości wyjdzie coś dobrego. Może to przystopuje oszalałą konsumpcję i miejsca pracy wrócą do krajów Europy. 

I na koniec: wyłącz telewizję, wyloguj się z mediów społecznościowych, weź głęboki wdech i włącz myślenie. Panika bywa naprawdę groźna, zaś strach ma wielkie oczy. Koronawirus to nie dżuma czy cholera, a nawet w przypadku epidemii cholery czy czegoś równie paskudnego panika i histeria tylko pogorszy sprawę. 

Szkodliwość mediów społecznościowych a zakaz używania smarffonów w szkole

Niedawno słuchałam audycji "Za a nawet przeciw" na temat planów zakazu używania telefonów komórkowych w szkole. Wśród słuchaczy, oraz tych co pisali na adres audycji, nie brakowało głosów na temat jak to smartfony pomagają w nauce i jak są dobrze wykorzystywane przez uczniów. Ktoś także wspomniał o jakobyśmy byli zapóźnieni cyfrowo, ponieważ mniej ludzi w Polsce umie szybko pisać na smartfonie z użyciem kciuków.  Ciekawa miara rozwoju cywilizacyjnego, nie ma co. 

No cóż, wyjechałam z Polski na wiosnę roku 2014, niebawem stuknie  sześć latek, więc może i nie wiem jak pewne sprawy się mają w kraju. Może polska młodzież, w przeciwieństwie do tej w takim Toronto, faktycznie zamiast spędzać czas na jakiś fejsikach czy instach faktycznie czyta klasykę literatury z serwisu wolne lektury czy szuka wykładów z fizyki. Może. Ale moje obserwacje studentów i generalnie młodych ludzi w tej źrenicy światowego postępu jakim było Toronto, wskazywały, że to raczej osoby w wieku 30+ szukały pożytecznych informacji, zaś młodzi lajkowali (czy jak tam to się slangowo nazywa), łapały pokemony i generalnie intensywnie udzielali się na mediach społecznościowych. I nie tylko w czasie faktycznie nudnych przejazdów metrem, gdzie nawet nie można popatrzeć na ulicę, lecz także w czasie seminariów czy pracy. O tym, że ciągłe rozpraszanie uwagi nie służy wydajności chyba nie trzeba nikogo przekonywać. No może poza ludźmi wierzącymi, że młodzież faktycznie używa telefonów do nauki. 

Nie chcę tutaj brzmieć jak zrzędliwa, stara baba co mówi teraz to młodzież taka siaka owaka, a kiedyś to lepiej. Smartfon, jak i nóż, może zostać użyty na wiele sposobów i jest dla ludzi. Rzecz w proporcjach. Mapy Google pomagają znaleźć ulicę w nowym mieście, zaś słuchając ciekawego wykładu dobrze móc coś na szybko wyszukać w sieci. Rzecz w proporcjach, podobnie jak z piciem wina itd. A niestety o te proporcje chodzi, kiedy widać ludzi dosłownie przyklejonych do małych ekraników rzekomo mądrych telefonów. Sama pamiętam okropną scenkę rodzajową z Toronto. Byłam na lunchu ze znajomą i obok nas siedziała para(?) znaczy dwoje osobników homo sapiens wizualnie płci przeciwnej. Osobniki przez 30 minut, w czasie zamówienia lunchu, zjedzenia i wypicia wody, nie tylko nie zamieniły słowa lecz i nie nawiązały kontaktu wzrokowego. Jeśli tak ma wyglądać postęp, to ja poproszę o zaścianek i zastój. 

Oczywiście nie jest to, jakby chcieli piewcy postępu z radia, wymysł zrzędliwej kobiety ze wsi Zurych. Link nr 1 to tylko jeden z wielu artykułów wskazujących na fatalne skutki przesadnej obecności młodzieży na mediach społecznościowych. Piszę przesadnej, bo co innego używać internetu do wyszukiwania ciekawostek, klubów zainteresowań w okolicy, czy na przykład szukania pracy, a co innego poświęcanie realnego życia na rzecz wirtualnego. Dobrze mieć znajomych w sieci, ale przy okazji nie zaś zamiast takowych w prawdziwym życiu. Fakt, internetowa znajomość może stać się realną, ale to czasem i na pewno nie dotyczy grona anonimowych "przyjaciół" na fejsbuku.  Poniżej parę wniosków z raportu:

 - tylko 24% młodych ludzi spotyka w realu swoich internetowych znajomych
- agresja w sieci (ang. cyber bullying) powoduje: depresję, myśli samobójcze, napięcie i uczucie osamotnienia
- 27% odczuwa napięcie z powodu bycia nieatrakcyjnych na udostępnianych zdjęciach
- ciągła obecność na mediach społecznościowych, zwłaszcza wieczorem, powoduje problemy ze snem, niedobór snu a to już prosta ścieżka do poważnych chorób

O podobnych problemach donosiły także lewicowe media jak independent.co.uk, bbc czy forbes, zaś w Kanadzie popularność zyskiwał "cyfrowy detoks", wypad w plener gdzie uczestnicy płacili słono za możliwość przebywania z dala od telefonów, internetu i całego szału dzisiejszego świata. 

Czy zatem naprawdę pomysły by ograniczać używanie smartfonów w szkole, to "zaściankowość" i "cofanie do średniowiecza", czy zauważenie poważnego problemu jaki stanowi uzależnienie od smartfona i mediów społecznościowych. Uzależnienie od mediów społecznościowych jest także opisane w DSM5, czyli podstawie do współczesnej diagnostyki chorób psychicznych oraz uzależnień. I chociaż trwają dyskusje czy to faktycznie nowa jednostka chorobowa, czy spektrum innego zaburzenia, sprawa jest poważna. I oczywiście nie mówię, że okazjonalne korzystanie z fejsa kogoś zabije, tak samo jak okazjonalne granie na komputerze, ale o granice. Młodzi ludzie winni uczyć się kreatywności, pracy w zespole, poznawać kolegów, spędzać czas z rówieśnikami, ćwiczyć, a nie siedzieć przyklejonymi do telefonów. 

W szkole raczej na nikogo nie czyha morderca z siekierą, a telefon nie jest potrzebny w większości przypadków. Może i nie można zakazać przynoszenia telefonu, ale można spróbować zakłócać sygnały sieci tak, by wejście do internetu było co najmniej utrudnione. Bo jakoś w uczniów co szukają w sieci wykładów z fizyki nie uwierzę, zaś jeśli już to korzystania z sieci mogą się uczyć pod okiem pedagoga. 

1. https://www.newportacademy.com/resources/mental-health/psychological-effects-of-social-media/
2. https://insidetema.com/2018/05/03/smartphone-use-may-lead-to-addiction-loneliness-depression/

Problem zauważony. Co dalej?



„Polsce grozi epidemia depresji” – czytam na portalu gazetaprawna.pl. Oczywiście dla mnie to żadne zaskoczenie, że coś takiego ma miejsce (wiem ze źródła że poradnie psychiatryczne pękają w szwach i coraz więcej osób używa antydepresantów). Jak, słusznie, zauważa portal depresja oznacza spadek efektywności pracy i koszty dla firmy. Oczywiście. Absencja i gorsza wydajność pracy nie służy nikomu. Znamy problem. Teraz czas walczyć ze skutkami i usunąć przyczyny.  "Depresja to długotrwałe wkurwienie bez entuzjazmu"- ktoś napisał na obrazku. Genialne podsumowanie.

Elektrowstrząsy: leczenie nie tortury



Elektrowstrząsy (EW), metoda stosowana w psychiatrii kojarzą się bardziej z torturami i horrorami niż współczesną medycyną. Niewątpliwą zasługę mają tutaj media oraz filmy. W porządnym horrorze w szpitalnych klimatach musimy mieć szalonego lekarza i przypiekanych prądem pacjentów. Każdy kto widział „Lot nad kukułczym gniazdem” lub inny film w podobnych klimatach wie o czym mówię. Tymczasem rzeczywistość, jak zwykle z nią bywa, jest daleko mnie teatralna i ciekawsza. Oczywiście nie zaprzeczam, że nadużycia mają miejsce wszędzie i że każde narzędzie można użyć wbrew przeznaczeniu. Ostatecznie kij równie dobrze służy jako podparcie dla osoby starszej jak do bicia ludzi i zwierząt. Podobnie rzecz się ma z elektrowstrząsami czy też lekami. Są regularną procedurą medyczną, nie zaś torturą aplikowaną ludziom niewygodnym. Jak każdy zabieg niosą ryzyko powikłań. Każdy lek ma skutki uboczne, reklamowane nagminnie suplementy diety też a że są często brane bez umiaru, kontroli i dużej ilości. Sama suplementów diety nigdy nie zażywałam, nie zażywam  i zażywać nie zamierzam, bowiem naprawdę obawiam się brania regularnie leków bez konsultacji z lekarzem. Chociaż rzecz jasna nie można zaprzeczyć, że tortury są stosowane także w krajach chcących uchodzić za cywilizowane. Niemniej jednak z zasady podchodzę dość sceptycznie do wszelkiej maści rewelacji, zwłaszcza wszelkiej maści speców od teorii spiskowych, Nowego Porządku Świata, Iluminatów itd. Oczywiście w wolnym kraju każdy ma prawo wierzyć w chmury sterujące chipami w mózgu, telewizję wdzierającą się do mózgu i satelity czytające myśli. Straszna to wizja świata i życia, na szczęście nie moja.

Jesteś wierzący? Masz inny mózg. Jesteś impulsywny? Możesz się uzależnić od jedzenia!

  
Tytuł posta może brzmieć fantastycznie, ale dotyczy wyników ciekawych badań naukowych. W linkach na dole tekstu podałam odnośniki do fantastycznego portalu naukowego phys.org oraz do tekstu publikacji w czasopiśmie Brain Connectivity. Amerykański Narodowy Instytut Zdrowia (National Institute of Health) sfinansował badania dotyczące zbadania różnic w interakcjach między częściami mózg. Dzięki technikom jak fMRI (funkcjonalny rezonans magnetyczny, functional magentic resonance) możliwe jest zbadanie różnic w aktywności poszczególnych części mózgu podczas wykonywania określonych zadań. Dzięki temu przykładowo możliwe jest ustalenie różnic w aktywności poszczególnych części mózgu między osobami ze zdiagnozowaną chorobą dwubiegunową a grupą kontrolą czy między pacjentami z różnymi diagnozami. Największy problem w badaniach rezonansem stanowi oczywiście koszt całego badania, lecz możliwość znalezienia mierzalnych i namacalnych różnic między osobami z psychicznymi schorzeniami a osobami zdrowymi stanowi ogromny krok w badaniach i bezcenną wiedzę dla lekarza.

Depresjogenne studia i mysie rodziny

Ostatnio znęcam się nad artykułami na fronda.pl, portalu będącego moim zdaniem wodą na młyn dla lewaków. Nie, nie zamieniam się w lewicową feministkę, chociaż jeśli jeszcze więcej poczytam tego portalu zrobię niejeden krok w tym kierunku. Wynika to z nieznośnej dla mnie, zapewne nie tylko dla mnie, przesady.  Dopóki nie poczytałam co bardziej złotych myśli Tomasza Terlikowskiego i innych dochodzę do wniosku, że w określenie katotalib coś jest. Uważam i zawsze uważałam, że dla zdrowia i równowagi życia publicznego niezbędna jest zarówno prawica i lewica, oczywiście nie fanatyzm. Fanatycy, nie ważne z jakiej opcji, zwyczajnie mnie przerażają.  Ktoś kto sądzi, że posiadł monopol na prawdę i słuszność winien budzić strach, ponieważ wyklucza dyskusję i zwykle nie znosi innego zdania. Oponent to lewak/ciemnogród/zło wcielone itd. w zależności od reprezentowanej opcji.

Styl życia a DNA\DNA and lifestyle

Jak wiadomo przyrody i Matki Natury nie da się oszukać i niczego przed nią ukryć. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z siły i dosadności tych śladów. Bo chociaż takie sprawy jak podwyższone ciśnienie czy nadwaga nie budzą niczyjej wątpliwości, ale nie wiedziałam, że niezdrowy styl życia pozostawia także ślady na poziomie DNA, czyli nic się nie ukryje. Uczeni z Centrum Helmholtz’a w Monachium zlokalizowali 28 zmian w DNA, powiązanych z cechami metabolicznymi. Wyniki ich analiz asocjacji na poziomie całego epigenomu (epigenome-wide association study (EWAS)) zostały opublikowane na łamach Human Molecular Genetics (IF= 7.692). Warto też zaznaczyć, że wspomniana grupa jako pierwsza na świecie przeprowadziła takie analizy.

Ekspresja poszczególnych genów nie jest czymś stałym w czasie życia. Zmienna ekspresja genów ma wpływ na wszelkie aspekty naszego życia, co jest szczególnie widoczne w postaci niekorzystnych zmian w czasie procesu starzenia się. Wówczas pogarsza się nasza sprawność psychofizyczna, chociaż w różnym stopniu u poszczególnych osób. Promieniowanie ultrafioletowe powoduje zmiany w strukturze DNA, co może prowadzić do zmian w schemacie podziałów komórkowych a w skrajnych przypadkach do czerniaka złośliwego skóry z czego nie zawsze zdają sobie sprawy osoby intensywnie opalające się. Mniej drastyczny skutek nadmiernej ekspozycji na słońce jest przyśpieszone starzenie się skóry. Jak dowodzą uczeni z Monachium istnieją powiązania między zmianami na poziomie DNA a metabolizmem.

 (http://ll-media.tmz.com/2011/06/05/0605-barack-obama-chili-dog-ap.jpg)

Grupa badana obejmowała 1800 osób od których pobrano próbki krwi. To bardzo duża populacja analizowana i zebranie takiej liczby pacjentów, zrekrutowania wymaga współpracy wielu ośrodków. Zbadano 457,00 miejsc w genomie i zbadano ich zależności między 649 metabolitami. Analizy wykazały powiązania między 28 miejscami a metabolitami.  Zależności wykazano dzięki modelom regresji. Osoby zainteresowane mogą przeczytać pełen tekst, znajdujący się pod linkiem oznaczonym jako [2].

Co ważne analizy potwierdziły istotność poprzednio wskazywanych genów regulujących metabolizm glukozy z rozwojem cukrzycy. Metylacja, czyli wyciszenie mówiąc ogólnie w obrębie genu, zmienia koncentrację określonych metabolitów będących produktami przemian glukozy i lipidów. Zdaniem uczonych odkrycie pozwalają na nowe spojrzenie na sposób w jaki czynniki środowiska wpływają na funkcjonowanie organizmu poprzez badania na poziomie DNA. Zatem być może niedługo już nie będziemy mogli łatwo ukryć grzechów dietetycznych. Dzisiaj badania genetyczne sprawnie i z praktycznie 100% mogą potwierdzić lub wykluczyć ojcostwo. Czy jutro na tej samej zasadzie zostanie zbadany nasz styl życia?

[1] http://medicalxpress.com/news/2013-09-lifestyle-metabolism-dna-methylation.html
[2] http://hmg.oxfordjournals.org/content/early/2013/09/19/hmg.ddt430

*******ENG*****************
Cheating nature is a difficult and practically impossible task. Sometimes however I wasn’t particularly aware how visible traits can be. Unhealthy lifestyle lead to overweight and hypertension for example and everyone knows that. Still however I didn’t know in DNA traces of unhealthy lifestyle may be found. Everything is written in genes I may say, the sentence which is a cliché.. Research group from Helmholtz Centrum in Munich located 28 DNA changes associated with metabolic traits.  Epigenome-wide association study (EWAS) analyses done by them was first such analysis in a world and was published in recent issue of Human Molecular Genetics (IF= 7.692).

Gene expression alters during lifetime. It affects every aspect of our live. Changes in gene expression patterns is especially visible during ageing process. Aging process manifest itself by unfavourable changes. Of course aging don’t have to be a nightmare, but it will affect us all, but not in the way. Ultraviolet is environmental factor affecting DNA  structure and methylation patterns. Such changes alters gene expression and may lead to uncontrolled DNA cellular divisions and even skin cancer. Less severe result is skin enhanced aging.  According to scientists from Munich, there are associations between metabolites and DNA changes.

(http://ll-media.tmz.com/2011/06/05/0605-barack-obama-chili-dog-ap.jpg)
1800  participant made up sample analysed. Blood samples was taken from them and used for further steps of experiment. Such group us really impressive and no single scientific centre can recruit such a sample. Approximately 457,000 genome loci as well as 649 metabolites were analysed. As the result relation between 28 loci and metabolites was detected. Statistical analyses covered inter alia regression models.  Full text is available under [2] web page.

It is very important Munich group affirmed previously known genes regulating glucose metabolism to be related with diabetes. Gene silencing done by methylation, altered concentration of glucose and lipid metabolism products. According to researchers now we have opportunity to see environmental factors influence from DNA level. For me a little question arose. Will we be able to hide our little “dietetic sins”? Nowadays genetic test can affirmed or exclude fatherhood in almost 100% confidence. Our lifestyle will be next?

 [1] http://medicalxpress.com/news/2013-09-lifestyle-metabolism-dna-methylation.html
[2] http://hmg.oxfordjournals.org/content/early/2013/09/19/hmg.ddt430

Nie ma kryzysu, ale są skutki /Results of non-existing crisis

Wedle słów Premiera Polski, Donalda Tuska kryzysu nie ma i nie było. To nic, że bezrobocie szaleje, że ludzie są coraz biedniejsi. Fakt, że rząd zaczyna majstrować przy OFE dowodzi powagi sytuacji. Naprawdę źle musi wszystko wyglądać, skoro członkowie partii rządzącej w tak wyraźny sposób chcą zaszkodzić kolegom, zarabiającym na tym na przymusowości OFE. Ten jeden gest powiedział więcej o prawdziwej sytuacji więcej niż tysiące słów z prorządowych telewizji.

Jak donosi prestiżowy British Medical Journal (IF=17) kryzys finansowy, który zaczął się w 2008 roku spowodował wyraźny wzrost odsetka samobójstw w 54 krajach. Na podstawie danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) naukowcy z zespołu Shu-Sen Changa wyliczyli, że w roku 2009 nastąpił znaczny wzrost liczby targnięć na własne życie. W grupie młodych mężczyzn w Europie (15-24 lata) wynosił on aż 11,7%.  Naukowcy piszą wprost o zależności między wzrostem bezrobocia (dramatycznym wśród młodych ludzi) a liczbą samobójstw. Współczynnik korelacji między zjawiskami wynosił 0,48, czyli była to jak najbardziej istotna zależność. W oznaczonym numerem [3] linku znajduje się pełen tekst artykułu.. niezbyt optymistycznego.


(http://www.ucg.org/files/images/articleimages/teen-suicide.jpg.crop_display.jpg)

W Ameryce odsetek samobójstw najbardziej  wzrósł wśród osób w średnim wieku: 45-64 lat. W przypadku  kobiet zaobserwowano wzrost liczby samobójstw, ale nie tak dramatyczny jak w przypadku mężczyzn. Niemniej jednak wyraźny problem zauważono praktycznie w każdej badanej grupie i należy podjąć jakieś kroki. Jak piszą wprost autorzy artykułu, należy walczyć z kryzysem by nie wzrastała liczba samobójstw i programy pomagające znaleźć pracę powinny zostać wdrożone w celu odwracania niekorzystnych tendencji.

Dzisiaj rano słyszałam na EuroNews krótki reportaż na temat sytuacji niemieckich pracowników. Co prawda są znacznie lepiej traktowani i opłacani niż polscy (gdzie często oczekuje się kosmicznych kwalifikacji i niewolniczej pracy) ale i tak docierają niekorzystne trendy. Ludzie zarabiają mniej niż jeszcze parę lat temu a poziom bezrobocia, zwłaszcza wśród młodych osób rośnie. I to ostatnie jest chyba najbardziej dramatyczne: największy problem z wejściem na rynek pracy mają osoby  świeżo po studiach, o samodzielności mało kto z nas może marzyć i w Europie to właśnie wśród najmłodszych osób odsetek samobójstw wzrósł najbardziej.

Ale kryzysu przecież nie ma i jest super, więc o co mi chodzi? A że coraz więcej młodych ludzi nie widzi przed sobą żadnych perspektyw i z powodu zawirowań ekonomicznych nawet wyjazd za chlebem do innych krajów UE przestaje stanowić szansę na lepsze jutro? Kit z tym, polskie media wolą straszyć Kościołem, księżmi, Putinem, PiSem, lewicą.. to może zróbmy zsumowanie strachów i tak wszystko na jednym obrazku? Przepraszam za tak ponury temat… to ten strach przed piątkiem. Dziękuję wam Czytelnicy za ciepłe słowa. Naprawdę doceniam każde słowo oddzielnie i wszystkie razem.

[1]http://wpolityce.pl/wydarzenia/62801-istnieje-zwiazek-miedzy-wzrostem-liczby-samobojstw-a-globalnym-kryzysem-finansowym-podaje-british-medical-journal
[2]http://medicalxpress.com/news/2013-09-economic-crisis-blame-thousands-excess.html
[3]http://www.bmj.com/content/347/bmj.f5239

******ENG************
PM of Poland is keep saying no economic crisis ever happen. People in Poland, and not only here, are getting rather poorer than richer and unemployment is growing. However such facts just don’t exist for them, at least according to official speech. However government of Poland is trying to do something suggesting opposite tendency. I mean trying to take money from Open Pensionable Funding (OPF). Such facts told me more about actual situation than anything else, than any words or  comments from mainstream medias. Situation must be difficult if governing party members  decided to take money from  their colleagues from OPF. I must emphasize now that giving money to OPF is obligatory.

In  the  newest issue of  British Medical Journal (IF=17), there is a paper discussing relation between economic crisis of 2008 and suicide rate growth in 2009 year. According to data from 54 countries Shu-Sen Chang group stated growth is significant. In the population of young European males (15-24 years) suicide increase rate equalled 11.7%.  Scientists had no doubt: there is visible and important relation between unemployment growth and suicide rates increase.  Correlation coefficient between phenomena mentioned in the previous sentence equalled 0.48 [2]. Such correlation coefficient is statistically significant.


 (http://www.ucg.org/files/images/articleimages/teen-suicide.jpg.crop_display.jpg)

The highest suicide rate growth in America was observed in a middle-aged group of 45-64 age. In female sample increase was observed, however lower than in a male sample. Still however we must keep in mind increase was detected in every sample analysed. Paper authors had no doubt, actions are to be taken in order to prevent crisis from spreading out (which means suicide’s  rate increase). Labour programs are to be introduced to fight such phenomena. 

In the morning I listened to EuroNews TV short report about German workers. German workers are in much better situation than Polish: they are better treated and better paid than us. Here in Poland, I am sorry to write that, employers (not all but too many of them) want no one than highly qualified workers. But let’s get back to Germany, where employees are earning less money than few years ago. To make matters worse unemployment is growing, especially in a young people group. The last phenomenon mentioned is probably saddest. In young people have problems with finding job. How to become independent from parental help if salary is too low to live? Going to other EU’s countries is not a solution as there are same problems there. It was here in Europe when young ones suicide rate growth is highest..

How can I forgotten there is no crisis and everything is great? No matter more and more young people see no perspectives and opportunities lying ahead. Leaving country in hope of finding good place to live? Is it a solution for everyone? No, not for everyone as some of us just want to live here.. But for Polish medias it is more important to get people scared. Depending on a side, boogieman are:   church, priests, Putin, main opposition party, leftism… I have a suggestion to sum up all the fears. Let’s take a single picture of it. I am sorry for such a sad topic. I am very nervous before Friday and just… want it to be behind me.


[1]http://medicalxpress.com/news/2013-09-economic-crisis-blame-thousands-excess.html
[2]http://www.bmj.com/content/347/bmj.f5239

Optymizm na długowieczność


Przepraszam za brak wczorajszego posta o ciekawych i wartych zobaczenia miejscach w kraju. Obiecuję poprawę jak tylko zdołam ogarnąć swoje życie realne, a dokładniej to co mnie czeka pod koniec tygodnia. Potem grzecznie wracam w blogowe progi i napiszę dłuższy tekst.

Niezupełnie a’propos wpadłam na dość ciekawy link. Jak się okazuje optymizm nie tylko ułatwia nam życie i czyni je znośniejszym, ale także może nam je przedłużyć. Jak donosi dr Susanne Pedersen pozytywna postawa wobec życia, ma ogromne znaczenie dla osób cierpiących na schorzenia kardiologiczne. Pozbywając się pesymizmu możemy wydłużyć swoje życie, co zostało wykazane na badanej populacji 600 pacjentów cierpiących na  chorobę niedokrwienną serca.

Postawę wobec życia zmierzono za pomocą kwestionariusza badającego nastroje. Analizę przeprowadzono dwa razy: w punkcie zerowym oraz po pięciu latach.  Jak się okazało optymistyczne podeście do codzienności obniża nawet o  42% śmierć w badanym okresie pięciu lat. Rzecz jasna sam optymizm bez ćwiczeń nie wystarczy, co podkreśla dr Susanne Pedersen, niemniej jednak wskazuje na pewną tendencję. Wśród pacjentów wykazujących bardziej pogodną postawę zmarło mniej niż 10%, zaś wśród pesymistów było ich 16,5%.

W czasach kiedy na problemy z sercem cierpi coraz więcej osób, zaś niezdrowy, pełen stresu i zabiegania styl życia stanowi codzienność powyższe wyniki są z pewnością interesujące. Zatem nie podostaje mi nic innego jak życzyć Wam moi goście oraz sobie samej spokoju i pogody ducha. Ponoć zresztą już dobre myślenie o sobie samym może wiele zdziałać.


(http://img2.demotywatoryfb.pl//uploads/201305/1369506284_psq4jy_600.jpg)

Zdjęcie powyżej to też humor tyle, że czarny. Ale skoro śmiech poprawia samopoczucie, zaś dobre samopoczucie to zdrowie więc niech będzie i czarny humor.

http://www.medicaldaily.com/optimism-linked-longer-life-people-heart-disease-256829

*****ENG******
will be available soon

Kora mózgowa a wybaczanie/Brain parts and forgiveness


W najnowszym numerze prestiżowego czasopisma PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences, IF= 9.737), opublikowano wyniki ciekawego eksperymentu wiążącego zdolność wybaczania z długością trwania relacji. Zwykle bowiem mówimy o ludziach, że albo są mściwi, albo zbyt łatwo darowują krzywdy. Każdy chyba słyszał lub czytał o przypadku bitej żony, wracającej posłusznie do męża i tak dalej. Często oceniamy takich ludzi zarzucając im naiwność i tym podobne, ale być może da się znaleźć bardziej namacalne wytłumaczenie?

Jak dowodzi grupa badaczy z Uniwersytetu Stanforda przy długotrwałych relacjach traktowane są one przez mózg jako zwyczaj, pewnie zbudowany wzorzec. W przypadku reakcji mózg oraz przednia kora przedczołowa (odpowiedzialna za podejmowanie decyzji na podstawie wyuczonego wzorca) wskazuje na zachowanie mające na celu zachowanie wzorca, czyli wybaczenie. Kiedy jednak relacja trwa krócej ludzie skłaniają się bardziej dłużej się waha i rozważa kolejne akcje. Różnica może wynikać z tego, że w przypadku dłużej trwającej relacji zachowanie oparte na zaufaniu, wydaje się być bardziej korzystne i preferowane.


(http://s.ph-cdn.com/newman/gfx/news/2013/hgdtes3.jpg)

Różnice są zauważalne na zdjęciach fMRI (funkcjonalnego neuroobrazowania mózgu, procedury umożliwiającej badanie i reakcji mózgu w określonych warunkach). W czasie eksperymentu badacze zebrali ochotników i mieli za zadanie poznać ich z partnerem, nowym przyjacielem, którym był w istocie specjalny program komputerowy, symulujący partnera w relacji. W niektórych przypadkach algorytm miał za zadanie zdradzić na wczesnym etapie znajomości poprzez wyłudzenie pieniędzy. Powtarzające się eksperymenty wykazały, że na początku znajomości dużą rolę w podejmowaniu decyzji gra przednia część kory przedczołowej, odpowiadającej za uczenie, planowanie oraz rozwiązywanie problemy. Na późniejszych etapach relacji jednakże zaczyna aktywować się tylna kora przedczołowa, powiązana z podejmowaniem decyzji na podstawie wyuczonych wzorców i zwyczajów. W zależności od tego, która z części zaczyna dominować, rośnie prawdopodobieństwo wybaczenia lub odmiennej decyzji. Różnice w aktywności poszczególnych części mózgu widoczne są na skanach fMRI.

Czy wyniki grupy Cooka stanowią etap do zrozumienia dlaczego ludzie tkwią w chorych relacjach i raz po raz wybaczają? Oczywiście na pewno nie tłumaczą wszystkiego i wymagają dalszych potwierdzeń, niemniej jednak stanowią ciekawy wynik i wskazują potencjalne ścieżki rozwoju.

http://medicalxpress.com/news/2013-09-longterm-relationships-brain-habit.html
http://www.pnas.org/content/early/2013/08/28/1314857110

****ENG******

I’ve found interesting and surprising  paper in the very last issue of PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences, IF= 9.737). We always, or often at least, divide people into naive and too often forgiving into one group and vengeful into another. Why wives wrongly treated and often kicked decide to forgive over and over again, rarely deciding to leave. Why do people behave so strange? Is this a matter of character or raising or there is some more measurable explanation. Explanation we may see and describe.

 Researchers  from Stanford University lead by Karen Cook proved long-term relations are treated by a brain as a kind of habit and learned pattern. When anterior cingulate cortex is responsible for reaction forgiveness it more probable. Brain structure mentioned is responsible for habituated decision making. In such situation forgiveness is preferred, as behaviour leading to save a pattern. When lateral frontal cortex is activated on the other hand feelings of uncertainty and doubts are present. Depending on a relation lasting one or a second structure is activated. Maybe difference can be explained by the fact in longer lasting relations trust keeping behaviour is preferable.


 (http://s.ph-cdn.com/newman/gfx/news/2013/hgdtes3.jpg)

There are difference of fMRI (the functional neuroimaging) scans seen. Procedure enables to see  how brain structures varies when conditions are different. During experiment describing  volunteers recruited started relationship with a new partner. Partner was in fact specially designed computer program.  In some cases algorithm was to deceived participant (by taking a money) on a very early stage on relation, whereas in other cases on the later.  Experiments repeated proved on the early staged of the relations lateral frontal cortex  is responsible for decision making. Then planning and solving problems attitude turned out to be preferable. When relation lasted longer however, lateral temporal cortex responsible for habituated decision making became active.  It seems forgiving and not forgiving decision depended strongly on a cortex part active. Differences was visible on fMRI scans.

Can results obtained by Cook’s group explain, to some extend obviously, why some people do not end sick relationships and are forgiving over and over again. More experiments are to be performed, however still Stanford’s group discoveries are showing potential paths and options to be investigated.

http://medicalxpress.com/news/2013-09-longterm-relationships-brain-habit.html
http://www.pnas.org/content/early/2013/08/28/1314857110

Jedzmy czekoladę!/ Chocolate for health

Na przekór specom od obrzydzania ludziom życia i odbierana radości z jedzenia, ględzącym coś o „dietach” i „odchudzeniu”. Jedzmy czekoladę bo nie tylko smaczna, poprawia humor ale i działa dobrze na mózg. Nie mogłam się oprzeć delikatnemu, jak czołg, uderzeniu w speców od diet i odchudzania. Mam na nich alergię bo są jak szkodniki wpędzający młode dziewczyny i kobiety w kompleksy i anoreksję (moi stali bywalcy wiedzą o czym mówię) i wyciągający pieniądze na chemię. Ciężko się bronić przed wszechobecną propagandą i wmawianiem nam, że jesteśmy nic nie wartymi śmieciami będąc nieco pulchniejszym. Jednocześnie promuje się bieganie, ogromnie obciążającą układ oddechowy i krwionośny formę aktywności fizycznej, jako sport dla każdego. Dla każdego jest spokojna jazda na rowerze, spacery i Nordic Walking a reszta już nie. No, ale dość marudzenia (wszak to mimo wszystko nie blog o mnie i moim życiu, nawiasem mówiąc o czym czytać by nie było), ale wracajmy do czekolady. Tego cudownego wynalazku, który kochają młodsi i starsi i który stawia na nogi chodzących po górach, dostarcza magnezu, wzmaga produkcję serotoniny…




(http://s.ph-cdn.com/newman/gfx/news/2009/chocolate.jpg)

Badania przeprowadzone przez naukowców z Harvardu wskazują na działanie czekolady jako czynnika wspomagającego pracę mózgu. W celu wykazania różnic przebadano 60 osób o średniej wieku 73 lata, u których wykluczono demencję. Uczestnicy pili dwie filiżanki gorącej czekolady dziennie przez 30 dni. Okazało się, że części (18) uczestników zaobserwowano zwiększony przepływ krwi, co ma wpływ na sprawność mózgu. U tych samych osób zaobserwowano także poprawę wyników testów poznawczych. Już jakiś czas temu wykazano, że zwiększony przepływ krwi, co zatem idzie możliwość produkcji większej ilości energii może mieć istotny związek ze schorzeniami jak choroba Alzheimera.

Uczestnikom podawano dwa rodzaje czekolady. Jedna była bogata a flawonoidy o silnym działaniu przeciw utleniającym zaś  w drugiej nie było flawonoidów. Nie zauważono różnic między osobami, którym podawano dwa rodzaje kakao. Rzecz jasna, jak wskazuje Paul B. Rosenberg z Uniwersytetu Medycznego Johna Hopkinsa z Baltimore, potrzeba więcej badań by wskazać dokładne mechanizmy i związki kakao z chorobą Alzheimera, ale otrzymane wyniki wskazują na pewne tendencje.

A kończąc na wstępnym akcencie czyli dietach speców z Bożej łaski i przesadnie intensywnych  ćwiczeniach. To często  prowadzi do anemii, ta zaś jest powiązana z demencją jak wykazani naukowcy z uniwersytetu Kalifornijskiego. Anemia zwiększa ryzyko demencji  o 41%, co wykazano na próbie 2,552 dorosłych osób. Zatem? Czas na dietkę, jogurciki 0% i bieganie. Na starość nie będziecie mieć problemów… demencja wam to załatwi, zaś na nogach ze zniszczonymi przez sport stawami nie zajdziecie daleko. Nie mówię by o siebie nie dbać i się nie ruszać. Ale bez przesady ze wszystkim. Zwłaszcza z forsownymi ćwiczeniami.

http://medicalxpress.com/news/2013-08-chocolate-brain-healthy.html
http://medicalxpress.com/news/2013-07-anemia-linked-dementia.html#inlRlv

*****ENG*******

We may eat chocolate to increase our brain condition, for health. We may ignore all so called experts doing their best to make our live miserable and lack of any pleasure. So called “healthy lifestyle experts” want us to be on a constant diet, be afraid of gaining up on weight. Stop! Eating is a pleasure. Chocolate increases serotonin production, which makes us feel better. I know, I am not subtle now. I am just allergic towards “healthy lifestyle” admires and protagonists.  They are just wreckers, they are responsible for making young women and girls they are worthless being a little bit heavier. They want us to buy drugs doing only harm in order to have a right to be happy. To make matters worse they want everyone to believe heavy exercises like running are good and suitable for everyone. Walking, Nordic Walking and cycling are for everyone, whereas running require healthy and very efficient blood and respiratory system.  Let’s skip that topic (this is not a blog about myself and my live, which is actually not interesting) and come back to chocolate. Sweet chocolate increasing serotonin levels, magnesium donors and glucose supplier for mountain walkers…




(http://s.ph-cdn.com/newman/gfx/news/2009/chocolate.jpg)


Scientists from the Harvard University proved chocolate (cocoa literally) being a brain health increasing factor. A total group of 60 patients of the average age 73 was taken into study. Dementia made up exclusion criterion. Participants drunk daily two couples of chocolate during 30 days. Increased blood flow, which impacts brain worse, was observed  in a subgroup of 18 patients. Improvement on a thinking and memory skills checking tests was present as well. Previously scientist discovered between increase energy production in a  brain and Alzheimer disease. 

Participants received two kind of chocolate. First one rich in antioxidant flavanol, whereas second kind was flavanol-poor. No difference between two groups (being given different kind of chocolates) appeared. As Paul B. Rosenberg from Johns Hopkins School of Medicine in Baltimore more works and research are essential to describe relation between cocoa and Alzheimer disease more deeply. Study presented however is a first step making up guidelines for further investigations. 

Last but not least, let’s come back to so called “healthy lifestyle” and tough exercises, which is said to be good for our health. Anaemia is common result of such way of living. Scientists form  California University in San Francisco proved anaemia  to increase dementia risk for 41%. Conclusion mentioned is based on 2,552 older adults study. So, what to do! It’s a high time for a diet, 0% yoghurts and running of course.  You will have no problem being old: thanks to dementia you will be happy and unaware of a world around. Thanks to destroyed by sport joints you won’t get far away from place of living.  I am not suggesting we are to eat sweats only and do not move at all. I believe proportion is required and proportion only, especially in diet and intensive exercise matters.

http://medicalxpress.com/news/2013-08-chocolate-brain-healthy.html
http://medicalxpress.com/news/2013-07-anemia-linked-dementia.html#inlRlv

Coś dla lubiących „przyjemne ciepełko”

Ci, co mnie znają wiedzą, że lato to dla mnie najgorsza pora roku. Mogłoby dla mnie nie istnieć, chyba żebym mogła na ten czas nie wychodzić z domu, leżeć bez ruchu i nic nie robić. Praca jest wykluczona. Snuję się jak cień starając nie przewrócić z powodu zawrotów głowy, z trudem łapiąc powietrze (czuję jakbym miała bryłę żelaza w płucach), oślepiona światłem. Nic poza klimatyzacją nie przynosi mi ulgi, bo wsadzenie głowy w wiatrak raczej nie jest wskazane. Zimne dreszcze i uczucie osłabienia są naprawdę fajne i pozwalają cieszyć się „wakacyjną pogodą”. Kiedy czytam rady, aby uprawiać w upały sport aż mnie nosi ze śmiechu. Kto może, komu taka pogoda służy czemu nie? W końcu odporność to sprawa indywidualna. 

Oczywiście nie oczekuję refleksji od panienek z prognozy pogody, dla których szczytem intelektualnego osiągnięcia jest przeczytanie wartości temperatur z kartki. Jak wiadomo buźkę trzeba umalować i nie tylko, bo każdy zarabia na chleb czym ma, z tym, że zarabianie pewnymi częściami ciała ma czasowe ograniczenia.  Ale od tych, co wiedzą coś więcej oczekiwałabym chociaż zauważenia, że prócz młodych okazów zdrowia są ludzie starsi, dzieci, mający problemy ze zdrowiem dla których ta pogoda grozi osłabieniem, udarem albo i czymś gorszym. 

Amerykanie wypuścili do sieci film, pokazujący co się dzieje z dzieckiem z zamkniętym samochodzie. Obowiązkowa pozycja dla osób uważających, że każdy musi lubić letnią spiekotę, nie narzekać i że można się przyzwyczaić. Jeden dobrze znosi niskie, drugi wysokie temperatury. Dla mnie -20 to raj na ziemi, ale nie wymagam od innych by uważali, podobnie jak ja, że zimą najlepsze co może być to wyż znad Syberii, minus 20 i skrzący się w słońcu śnieg. Tak narzekam latem, bo duszenie się w komunikacji miejskiej, zawroty głowy, mdłości a czasem dreszcze nie są fajne. 


http://www.youtube.com/watch?v=XNDWN8KDVSM

Na portalu gazeta.pl*, znalazłam takie oto rady uniknięcia tragedii: „połóż coś ważnego - torbę, aktówkę, komórkę, plakietkę firmową na tylnym siedzeniu tak, żebyś musiał tam zajrzeć, zanim wysiądziesz. Trzymaj na foteliku dziecka jaskrawo kolorową maskotkę i przesadzaj ją do przodu, kiedy w foteliku jest dziecko - to przypomni ci, że fotelik jest zajęty przez dziecko” . Nie wiem jakim trzeba być odmóżdżonym debilem żeby zapomnieć o dziecku. To najłagodniejsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl. Jeśli ktoś musi położyć komórkę na siedzeniu, aby nie zapomnieć o dziecku nie powinien mieć dzieci. Dla dobra wszystkich powinien się wysteryzliwać i nie mieć dzieci.  Zapomnieć można o torebce o siatce z zakupami a nie człowieku do kurwy nędzy! Ja bym psa nie zostawiła w samochodzie o dziecku nie mówiąc. Jeśli ktoś nie umie sobie poradzić z zakupami z dzieckiem (fakt, że często dzieci biegają jak szalone potrącając innych klientów, ale to dowodzi problemu w relacji dziecko- rodzic). Widziałam wiele spokojnych dzieci, to możliwe. 

Przeraża mnie ludzka bezmyślność. Jako osoba wyjątkowo źle znosząca temperatury powyżej 23 stopni jestem bardzo wyczulona. Nie wiem jak można posłać małe dziecko bez ochrony głowy i kremu z filtrem na tak ostre słońce. Główka jest bardzo wrażliwa a udar może mieć długotrwałe skutki zdrowotne. Delikatna skóra szybciej ulega poparzeniom. Prócz szczypania istnieje ryzyko rozwoju chorób z czerniakiem złośliwym na czele. Nie wiem jak można zostawić żywą istotę w zamkniętym samochodzie. Sama bym takiego ynteligenta zostawiła w piekarniku. Może wtedy coś trafi do pustego łba. Na takie zachowanie nie ma żadnego, ale to żadnego tłumaczenia. Dzieci czasem dokazują jak to dzieci, ale to jasnej cholery z dzieckiem można rozmawiać, tłumaczyć! Nie mam dzieci, ale nie wierzę, że nie można wytłumaczyć dziecku jak ma się zachować w sklepie czy w urzędzie. Nie wierzę. 

Wszystkim moim Gościom życzę przetrwania nadchodzących dni. Lubiących gorąco życzę by jak najlepiej skorzystali z temperatury i cieszyli się z każdej chwili. Osobom dla których nadchodzące temperatury to pogodowe piekło przetrwania tego w klimatyzowanym pomieszczeniu i… byle to wtorku!

*http://wyborcza.pl/1,75477,14338693,Jak_umiera_dziecko_w_nagrzanym_samochodzie__Zobacz.html

****ENG**********

will be available if anyone interested

Fontanna starości odkryta?/Fountain of aging found?


Ludzie od wieków szukają sposobów na przedłużenie życia i młodości. Czy to przez cudowne eliksiry, czy przez wodę z legendarnej fontanny młodości pragną znaleźć klucz do nieśmiertelności, a przynajmniej długowieczności. Ja mam odmienne zdanie, bo dlaczego i za jakie grzechy niczym Żyd Wieczny Tułacz męczyć się na tym padole łez?  Filozoficzne dywagacje można by zawrzeć w niejednym poście, ja zaś dzisiaj chciałam przedstawić niedawne, niezwykle ciekawe odkrycie naukowe, opublikowane w piśmie Nature. Biologia procesu starzenia interesuje mnie od jakiegoś czasu i jeśli drodzy Goście jesteście zainteresowani tematem podzielę się z wami moją wiedzą. 

Jaki czynnik lub organ należy winić za proces starzenia, proces niekorzystny pod każdym możliwym względem z punktu widzenia biologii? Uczeni z Uniwersytetu Yeshiva wskazują na region mózgu zwany podwzgórzem. Na podstawie badań na myszach znaleziono ścieżki przekazywania sygnałów  związane z wiekiem. Być może kiedy zrozumiemy naturę i działanie owych ścieżek metabolicznych zdołamy skutecznie walczyć, nie tylko zaleczać, starcze choroby.  


(http://s.ph-cdn.com/newman/gfx/news/brain.gif)

Starość oznacza zmiany w wielu tkankach i narządach. Pogarsza się nasza kondycja fizyczna, tracimy siły a co gorsza siły intelektualne. Dzięki trybowi życia, diecie, ćwiczeniom specyfikom możemy spowalniać procesy, ale tylko do pewnego momentu. Czy można je wyłączyć i jakie to przyniesie skutki?  Pomijam kwestie przeludnienia, które by nastąpiło. W biologii zwykle bywa tak, że dane białko, dany czynnik działa wielotorowo, to znaczy na więcej niż jeden target. Zjawisko nazywamy fachowo plejotropią. Jeśli zaczniemy majstrować przy czymś ewidentnie niekorzystnym, co jeszcze wyłączymy? Badanie interakcji, nieraz nieoczywistych i subtelnych, to ogromne wyzwanie. Przypomina to przysłowiowy efekt motyla z tym, że skutki mogą się ujawnić po latach. Oczywiście należy walczyć z chorobami, ale  jak z każdym schorzeniem lekarstwo należy dawkować ostrożnie i od modeli zwierzęcych do praktyki klinicznej mijają lata. 

Jestem ogromnie ciekawa jak aktywacja ścieżek NF-κB prowadzących do zmian poziomu hormonu GnRH zadziała na zwierzętach bliżej spokrewnionych z człowiekiem niż mysz. Sądzę, że badania na naczelnych, w tym naszych genetycznych kuzynach szympansach, może przybliżyć nam potencjalny wpływ na manipulacje wspomnianymi ścieżkami u człowieka. Także zapewne przybliży skutki uboczne, których na ogół nie sposób wyeliminować. Rzecz jasna byłoby cudownie jakby zastrzyki z GnRH indukowały neurogenezę i zwiększenie plastyczności mózgu. Zachowanie sprawności intelektualnej jest najważniejsze. Kto wie czy podobne techniki nie pomogły by ludziom z uszkodzonym mózgiem. Pamiętajmy jednak, że nawet jeśli namierzyliśmy „fontannę starości” to na „pigułkę młodości” przyjdzie czekać długo. Nie ważne co mówią reklamy wszelkiej maści kremów, w tym cudeniek zdolnych naprawiać DNA skóry co ma podobno redukować zmarszczki. Ja tam bym  sobie nie wklepała mutagenu w skórę (zmiana DNA to mutacja, zaś czynnik ją wywołujący to mutagen), tak samo jak świadomie nie tknę GMO. Nie dlatego, że jestem ciemniakiem, ale takie zboczenie zawodowe. 

http://medicalxpress.com/news/2013-05-brain-region-key-aging.html 
http://www.nature.com/nature/journal/v497/n7448/full/nature12143.html

*********ENG*************



For ages people have been looking for a way to extend youth and lifespan. Different methods were said to help: miraculous elixirs or water from legendary fountain of youth. Does any of them hold key to immortality or at least longevity? I don’t consider longevity and immortality as attractive. Why to stay on this world like a Jew Eternal Tramp? In another post I may write more about philosophical discussion. Today I want to present interesting researches recently published in Nature magazine. Biological basis of aging process has interested me for some time. If you, my Guest, are interested I will write little about it.

Aging is in any way disadvantageous process from biological point of view. Are there any organ or any process responsible for it? University of Yeshiva scientists showed hypothalamus brain region to be related with aging process. Mice performed experiments proposed potential age-related signalling pathways. Understanding nature of such metabolic pathways will let us to cure age-related diseases.


(http://s.ph-cdn.com/newman/gfx/news/brain.gif)

In many tissues and organs age-related disadvantageous changes are observed. Physical condition, and to make matter worse intellectual abilities, are decreased. Exercises, healthy lifestyle appropriate diet and appropriate specifics may stifle aging. However our ability to inhibit aging is limited. Is age-related pathways possible to turn off? What will be results of such actions? Overpopulation is one, obvious effect. However in biology almost every protein, every factors affect many targets. Such phenomena is known as pleiotrophy. What will happen and what will be the side effects of tinker pathways. What else will be turned off? Subtle and non-obvious interaction analyses are great challenge. It reminds famous butterfly effect, but results are sometimes time-postponed. Age-related disorders are to be cured. However as in any other diseases cure are to be carefully dosage. Now we have animal models, but clinical practice will be available after years of researches.

I am interested and look forward to read about NF-κB  pathway activation and GnRH hormone changes in primates. Knowledge about interactions and effects observed in our genetic cousins will enable us to guess what may happen in humans. Moreover side effects will be more specific, side effects impossible to omit. May GnRH’s hormone injections help us by activating and inducing neurogenesis. Activation of neurogenesis together with brain plasticity improvement will help us saving intellectual abilities. All I have written sounds very promising, but we should remember it will take a lot of time between discovery of “fountain of aging” and discovery of “pills of youth”. There are of course advertisements promising wrinkles reduction by DNA repair capable creams.  I don’t believe I will ever use mutagen on my skin (Mutation is a change in DNA. Substances and factors leading to mutation are called mutagens). Also I will never eat GMO consciously. No, I am not a dull, I am just sceptical, such professional craziness.

http://medicalxpress.com/news/2013-05-brain-region-key-aging.html
http://www.nature.com/nature/journal/v497/n7448/full/nature12143.html

Święci oburzeni, czyli komu zawdzięczamy wolną Amerykankę/Saints-indignant, the reason why all is legal


„Handlują ludzkim życiem” grzmią nagłówki gazet. "Handlują ludźmi i sprzedają ich do Niemiec"- wtórują inni. To drugi Holocaust i „cywilizacja śmierci” krzyczą komentarze. Więcej, więcej nadęcie w ten balonik, to dolecimy w kosmos. A co chodzi? O rewelacje ministra sprawiedliwości, Jarosława Gowina jakoby niemieckie kliniki („tych wrednych, zepsutych bogatych szwabów”) skupują zarodki z Polski, Czech i krajów nadbałtyckich („biednych, ale uczciwych i prawych”) by na nich prowadzić wstrętne eksperymenty medyczne, czyli dr Mengele dla nienarodzonych. Co za patos, co za święte oburzenie ! Ile wielkich słów! Szkoda tylko, że krzyczący zapominają, że dzięki nim mamy stan prawny jaki mamy. 

Fakty potrafią być ciekawe. Ich analiza z kolei znacznie ciekawsza i prowadząca do ciekawych miejsc.  Fakty zaś są takie, że w Polsce można do woli tworzyć i niszczyć ludzkie zarodki, można z nimi robić co kto chce. Można je sprzedawać i można na nich eksperymentować. Tak, dokładnie tak bowiem brakuje jakichkolwiek regulacji w tej sprawie. Wytyczne Komisji Bioetycznej to jedynie wskazania bez pomocy prawnej, bowiem nie ma żadnej, ale to żadnej ustawy. Dlaczego? Bo środowiska konserwatywne, drące się o „holocauście nienarodzonych” oraz „cywilizacji śmierci” zapewniają taki stan, walcząc z całych sił o wolną Amerykankę? Sprzeczność? Tylko na pozór. W Polsce nie sposób uchwalić jakiejkolwiek ustawy, ponieważ wspomniane środowiska blokują każdy projekt. Marzą o całkowitym zakazaniu metody in vitro, co jest niewykonalne i niemoralne. To uznana na świecie metoda, pozwalająca ludziom na poczęcie dziecka gdy inne metody zawodzą. Jestem przeciwna finansowaniu tej procedury z budżetu bo nas na to nie stać, ale powinna być obwarowana przepisami. Kwestie takie jak ilość wszczepianych zarodków, ich ewentualnego przechowywania winny być regulowane. Nie da się jednak nic zrobić w imię „obrony  życia” i walki z „cywilizacją śmierci”.



(http://jokohana.blox.pl/resource/in_vitro.jpg)

Każda regulacja prawna jest lepsza od braku regulacji. U tych („strasznych i niedobrych” ) Niemców sprawy bioetyczne są ściśle regulowane i nie ma mowy o podobnych rzeczach. Wiem to od ludzi z branży. Dlatego ambasada Niemiec chce wyjaśnień od ministra w sprawie rewelacji. Cóż ciekawe co powie człowiek słyszący płacz zarodków. Nagadały mu coś?  W badaniach klinicznych nie można robić co komu przyjdzie do głowy, bo od tego są prawne regulacje. Oczywiście wszędzie zdarzają się patologie i nadużycia. W świetle polskiego prawa można eksperymentować na ludzkich zarodkach, ponieważ nie ma takowego zakazu i nie ma żadnych ograniczeń. Dzięki środowiskom, które chcą zawracać kijem Wisłę i torpedują zmiany w imię „cywilizacji życia”.  Bo przecież lepszy pic na wodę jak „duchowa adopcja” niż konkretne działania. Modlitwa to piękna sprawa i ważna dla ludzi wierzących. Ale nastolatka, którą za zajście w ciążę wyrzucono z domu, potrzebuje czegoś bardziej materialnego. Modlitwy nie wystarczą aby ograniczyć patologie i potencjalne eksperymenty na ludzkich embrionach. Tutaj trzeba konkretnego działania i zmian w prawodawstwie. Trzeba proponować realne rozwiązania, możliwe do wprowadzenia regulacje prawne. Przykro mi, ale trzeba się liczyć z sejmową arytmetyką i realiami. Ktoś kto torpeduje każde rozwiązanie i pragnie karać więzieniem za stosowanie metody in vitro jest najlepszym i nieskończenie skutecznym sojusznikiem „cywilizacji śmierci” i wspiera „drugi holocaust” oraz „handel ludźmi”.

http://niezalezna.pl/40632-handel-ludzkim-zyciem
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/829105,Handel-zarodkami-in-vitro-Ambasada-Niemiec-chce-wyjasnien-od-ministra-Gowina
http://www.fronda.pl/a/to-nie-jest-handel-zarodkami-ale-ludzmi,27684.html
http://www.thenews.pl/1/10/Artykul/133659,Poland-and-Germany-in-embryo-experiments-row

Edit: 21:53 CET: oto coś z dziejów błyskotliwości ludzkiej   i zgrabna wypowiedź o zamachu w Bostonie: http://muzyka.interia.pl/pop/news/maryla-rodowicz-o-zamachu-w-bostonie-zostali-wrobieni,1912208,50

dzięki EwoL!
****ENG*********


“This is human life trading”-  headlines seems to shout. “No, they are selling humans to Germany”- says others. Commentaries are  using words like “another Holocaust” or “the civilization of death”. More, more, more of this! More and more big words and you will have enough air in your balloon to fly space. What am I referring to? Polish Minister of Justice, Jaroslaw Gowin said (“bad, rich and terrible Boches”) German clinics probably are buying embryos from Poland, Czech Republic and Baltic Republic (“poor, but rightful ones”). Why? To perform terrible medical experiments, like dr. Mengele, but on “unborn ones” this time. So many big words and so much pathos! Let’s back to the reality and ask how it possible? Yes, it is possible according to law, yes it is possible in 21st century in the EU country.

Let’s analyse the facts. Fact’s analysing is by the way interesting process, process taking us to interesting places. In Poland all can be done with embryos: all is possible: creating embryos, destroying them, freezing, selling and even performing experiments. Anything one may think about, imagination and budgets are only limitations. No law and bioethical regulations exist in Polish law. Bioethics Committee suggestions do not have effectuality. How is it possible? It happened thank to conservatives using expressions like “Holocaust of unborn babies” or “the civilization of death”. Conservatives are constantly doing their best to keep no regulation state. Sounds like contradiction? No, this is not a contradiction unfortunately. No regulation can be introduce to Polish law, because ambiences mentioned above are blocking anything propose by anyone but them. They want in vitro fertilization to be banned, they want impossible and immoral solution. In vitro fertilization is worldwide used. Sometimes it is the last chance to have kid. I am against idea public funding, as we cannot afford it. I strongly believe in vitro method usage should be regulated by law. How many embryos are to be created? What should be done with them after fertilization? Law should be the answer. Nothing is done in the name of  “life defence” and fighting with “the civilization of death”.

 (http://www.farleftside.com/2008/1-22-08.gif)

Any law regulation is better than lack of regulation. In (“terrible and bad”) Germany such issues are regulated: no discretion in bioethics. I know this from people interested and working in the field. German embassy want Minister Gowin to explain what is he talking about. I am interested what man hearing embryos crying will say. Does embryos said something to him? Appropriate law regulations prohibit situation when anything is possible in the field of clinical studies. I am aware pathologies are everywhere. According to  Polish law medical and scientific experiments are allowed to be performed on embryos, as no law regulation prohibit such actions. We may all thanks “the civilization of life” ambiences. It is better to “adopt spiritually” than to act. Praying is beautiful and important thing for Christians. However pregnant teenager girl forced to leave home needs something else. She need more material help. Prayers will not stop pathologies and possible experiments to be performed on embryos. Law must be changed. Realistic solutions are to be proposed.  Before proposing law regulation one must look at Parliament and count. Nothing will be achieved by saying “no” to any proposition, nothing will be achieved by introducing prison penalty for in vitro fertilization. Ones and ambiences doing this are best allies for “the civilization of death” and making “human life trading” and “another holocaust” to be legal according to Polish law.

http://niezalezna.pl/40632-handel-ludzkim-zyciem
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/829105,Handel-zarodkami-in-vitro-Ambasada-Niemiec-chce-wyjasnien-od-ministra-Gowina
http://www.fronda.pl/a/to-nie-jest-handel-zarodkami-ale-ludzmi,27684.html
http://www.thenews.pl/1/10/Artykul/133659,Poland-and-Germany-in-embryo-experiments-row

EDIT: 9:54 PM CET: something from the history of brillance and reasons why some stars should say nothing not related to their business:
http://muzyka.interia.pl/pop/news/maryla-rodowicz-o-zamachu-w-bostonie-zostali-wrobieni,1912208,50

What actually happened in Bostom? What will happen in the nearest future, page in is Polish language so I recomend to use google translator.

thank you EwaL!

Godzina dla panów elektryków/Electrician's hour



Dzisiaj światowa, zatem także i w Polsce, akcja rozwalania sieci elektrycznej i wysadzania korków, zwana godziną dla Ziemi. Jakby kto nie wiedział o co chodzi w tej cudnie i dumnie brzmiącej akcji mamy wszyscy zgodnie, masowo i karnie wyłączyć światła (rzecz jasna energooszczędna żarówki) na godzinę. Te wyłączenie ma pomóc ocalić naszą planetę i takie tam bzdety. Rzeczywiście, szczególnie pomoże sieci elektrycznej kiedy naraz po godzinie ludziska masowo włączą światła i wzrośnie pobór mocy. Ja wiem, że dla „ekologów” prąd się bierze z gniazdka zaś pieniądze z bankomatu, ale dla co bardziej inteligentnych (czyli moich Czytelników) jasne jest, że nagły i gwałtowny pobór mocy może spowodować spięcia i wysadzić korki jak się patrzy. Naprawa szkód, przeciążonej sieci elektrycznej zajmie nieco czasu.  A mamy zimę, czyli globalne ocieplenie objawia się nam globalnym oziębieniem bo ekolodzy z Bożej (nie)łaski dawno zapomnieli co to znaczy klimat i klimat przejściowy. O tym, ze klimat na Ziemie się zmienia także, czyli o rzeczach za których powinni mieć pałę z geografii). Zatem nie dość, że mrozy i sople lodu nie pomagają sieci elektrycznej, to jeszcze banda pożytecznych mądrych inaczej eko-biznesu postanowi powysadzać korki. Zatem zafundujemy godzinę pracy panom elektrykom, którzy o niczym innym nie marzą w sobotni wieczór, co jechać do pracy. Dlatego apeluję do ludzi rozsądnych (za jakich mam gości tego bloga) zapalmy w czasie „godziny dla Ziemi” wszystkie żarówki w domu aby panowie elektrycy mogli spędzić ten wieczór z rodziną i dla dobra sieci elektrycznej. Im więcej zapalonych żarówek tym mniejszy wzrost poboru mocy po tej „akcji”.


(http://global3.memecdn.com/earth-hour_o_231987.jpg)

 Dla dobra środowiska nie używajmy też żarówek podobno energooszczędnych. Dla dobra środowiska i naszych oczu, dla których o wiele lepsze jest te emitowane przez zwykłe, wolframowe żarówki i nie zostańmy pożytecznymi „mądrymi inaczej” dla eko koncernów robiących solidną kasę na elementarnej niewiedzy ludzi podobno wykształconych. Jak wszyscy wiemy, zwłaszcza ludzie po chemii czy biologii, rtęć i jej opary to wybitnie zdrowe substancje do wdychania i nic jak nie służy zdrowiu jak kontakt z tym płynnym metalem. Wycofano termometry rtęciowe, ale w imię, a jakże, dobra przyrody, wciska się nam rtęciowe żarówki pod nazwą energooszczędnych. Kiedy wbijemy zwykłą, wolframową trzeba po prostu zamieść resztki. Po zbiciu „eko” cudeńka trzeba wietrzyć dom .  Tradycyjną żarówkę można wyrzucić do śmieci, szkło może trafić do huty szkła i zostać ponownie użyte zaś wolfram też się jeszcze przyda. „Ekologiczne” muszą zostać wrzucone do specjalnego miejsca, bo utylizacja tego „eko” wynalazku to wyższa szkoła jazdy i rzecz jasna wielce ekonomiczna i ekologiczna. Składanie odpadów nuklearnych także. 

Kto najgłośniej krzyczy o limitach na CO2? Bardzo wdzięczna jest Francja, która ma ponad 90% energii z atomu i komuś trzeba opchnąć reaktory. Jak wiemy pluton, uran i odpady radioaktywne to samo zdrowie i winni je normalnie dodawać do sałatek i płatków śniadaniowych. Suplementów diety także i kaszek dla niemowląt i w ogóle… 

Zatem dla dobra środowiska: używajmy zwykłych żarówek. Kupujmy gdzie się da i zmniejszymy ilość oparów rtęci na wysypiskach (jak nic wielu „eko” i „zielonych” wyrzuca energooszczędne żarówki do kosza jak wolframowe). Dla dobra naszych oczu (każdy chyba widział, że widmo światła emitowanego przez eko-żarówki jest inne) używajmy zwykłych. Jak zabiorą resztki zwykłych i nie kupię pokątnie pod ladą będę używać lampy naftowej i świec z mniejszą szkodą dla świata. Partyzantka? Cóż widać jak człowiek chce zachować się rozsądnie partyzantka pozostaje. Ale wierzę w handel pokątny i zdolności Polaków w tej kwestii. Mamy lata praktyki we wspomnianej materii. 

http://www.godzinadlaziemi.pl/
http://www.earthhour.org/

Dopisek z 18:04: Pomysł Seaborga: o 20:30  w godzinę dla Ziemi zapraszamy na blogową imprezę. Bierzemy kieliszek alkoholu i pijemy za zdrowie Ziemi i nas wszystkich.

*****ENG*****

Today is a special, worldwide (so will take place in Poland and any country you came from)  day of destroying electrical net and electrical installation, known as the Earth hour.  Haven’t you heard about this nicely sounded action? We are all supposed to turn off all the lights in our houses. Obviously I mean energy-saving light bulbs, as we all ecological- aware and use only energy-saving ones (aren’t we?).  Why to do this? In order to save our precious planet etc. obviously. I am sure it will help electrical net especially when suddenly all people turn on light in a very single moment.  I know that many (especially “ecologists”) believe electricity come from socket, whereas money are produced in ATMs. However I consider my Guests as more intelligent and better educated  people understanding sudden and fierce power uptake result in net’s overloading. Net’s overloading will lead to damages, damages needed to be repaired. We have winter weather in Poland currently. As we all know global cold wave is the first symptom of global warning. So called “ecologists: forget climate worldwide is changing all the time. In Poland we have so called “transitional” climate in which everything may happen and is natural. Freeze and icicles are  not good for electric net. To make matters worse group of useful “wise differently” experts decide to turn off and turn on lights fiercely. Nothing is better for electricians than spending Saturday evening in work. Turn on lights and provide them additional work. For the good of electrical net, for the good of electricians I want all reasonable people (like Guests of my blog) to turn on all the lights in our houses. 


 (http://global3.memecdn.com/earth-hour_o_231987.jpg)

Another thing worth mentioning are light bulbs. In order to help and save environment use “typical” instead of energy-saving ones. Why? “Typical” ones are built from glass and wolfram only. After using bulb glass may be recycled and used once more as well as wolfram still may be used. What about energy-saving ones? We cannot just expel them. Mercurial vapours  are toxic and dangerous, so it is highly advised to have contact with them and inbreathe them. When typical light bulb is broken  we only have to clean glass. When energy-saving one is broken whole house need to be ventilated. This facts are not secret, so why well-educated people forget them and believe in eco-business thesis? Mercurial thermometers were withdraw few years ago. Now, in the name of saving environment we are forced to buy mercurial light bulbs. We cannot just throw energy-saving light bulb. Energy-saving ones are to be put in a special places, are to be reprocessed which is all so ecological and safe for environment!  Nuclear waste are good for the environment as well, aren’t they? 

Who is the strongest and loudest supported of CO2 limits? France, France as more than 90% of this country energy are produced in atomic power stations. They want to sell their technology anywhere possible. As we all know uranium, plutonium as well as nuclear waste are so healthy that should be added to flakes, salads, diet supplements as well as on baby’s gruels. 

Help the environment and ourselves: use typical light bulbs. Why ourselves?  Emission spectrums by energy-saving bulbs are not healthy. Let’s buy typical bulbs where we can so less Mercurial  waste will appear in the neighbourhood (I am sure many “eko-” and “green”-aware ones throw energy-saving ones into normal bin). What if no typical light bulbs will be available? We may always use oil lamp or candles, all solutions will be less harmful than energy-saving and ecological solutions.  However I believe people here will find a way to buy and sell typical light-bulbs. Here in Poland we have a good practice.

Idea by Seaborg: o 20:30, during Earth our I want you all to come to the blog party! Let's drink some good alcohol and turn all the lights. Let's drink for us all. 

http://www.godzinadlaziemi.pl/
http://www.earthhour.org/

Czerwone wino na zdrowie /Red wine toast for the good of us all

Czy ktoś z moich Gości jest może amatorem czerwonego wina? Jeśli tak to w ten uroczy, mokry, zaśnieżony i pochmurny niedzienny poranek (pogoda w Polsce paskudna jak to w marcu), mam dobrą wiadomość. Czerwone wino dobrze wpływa na długowieczność, zaś długowieczność co cel dla nas wszystkich czyż nie? Nie, Autorka bloga nie pisze posta pod wpływem procentów sobotniej nocy, a jedynie podczas porannej lektury znalazła ciekawy artykuł opublikowany na ramach prestiżowego Science [1]. A jak piszą coś w Science to coś jest na rzeczy  i to naprawdę. Nie tak jak w Polsce gdzie jak coś powie mainstream jest to prawda objawiona a kto dyskutuje ten ciemniak, faszysta, oszołom i tym podobne urocze ksywki .

Sama od pewnego czasu bardzo interesowałam się procesem starzenia jako takim. Wielu z nas może zadać pytanie dlaczego coś takiego ma miejsce, skoro ewolucja i dobór naturalny dąży do stworzenia organizmów i systemów możliwie najlepiej dopasowanych do panujących warunków, najlepszych. Skoro więc chodzi o maksymalną jakość jak się ma do tego starzenie, które, z biologicznego punktu widzenia, nie ma żadnych zalet? Co ciekawe proste organizmy jak gąbki (tak, takie zwierzątka które są używane do mycia się i tym właśnie są gąbki naturalne) mają praktycznie nieskończone możliwości regeneracji i są nieśmiertelne? Ceną specjalizacji i skomplikowania jest większa zużywalność i niemożność regeneracji. Drugim czynnikiem skracającym życie jest nie częste mycie, lecz rozmnażanie płciowe (tak, tak seks), które z jednej strony zwiększa różnorodność genetyczną, ale z drugiej wyczerpuje zapasy organizmu. No coś za coś i niejako proces starzenia się stanowi rodzaj ewolucyjnego „handlu” między możliwościami rozwoju i specjalizacji a zdolnością do regeneracji (nieskończoną dla prostych organizmów). Inna rzecz, że ponoć wybrańcy bogów umierają młodo i czy naprawdę męczyć się 200 lat na tym świecie to taka świetna opcja? Ale wracając do tekstu z Science..

Naukowcy od lat wiązali komórkowe mitochondria (coś jakby baterie) z procesem starzenia się. Substancje jak  rewestratol (ang. resveratrol), zawarta w skórkach winogron, orzeszkach ziemnych i jagodach pobudza do pracy mitochondria (co można porównać do wymiany baterii), poprzez aktywację białka sirtuniny (ang. sirtuin), SIRT1. Eksperyment na myszach, którym podawano rewestratol, wykazano, że zwierzęta szybciej radziły sobie z otyłością, chorobami immunologicznymi a także ich życie uległo wydłużeniu. Ale pozostało pytanie w jaki sposób działa rewestratol w komórkach, w jakie wchodzi interakcje, jakie są warunki reakcji, katalizatory i tym podobnme. Na razie przeprowadzono badania mutantów genów umożliwiające znalezienie miejsc odziaływania rewestratolu z SIRT1. Znaleziono specyficzne, hydrofobowe motywy w SIRT1, odpowiedzialne za aktywację białka. Największe znaczenie dla procesu ma reszta Glu 230 (kwas glutaminowy z pozycji 230), zlokalizowany w N-terminalnej domenie. Niestety aktywacja poprzez znany proces komórkowy zachodzi wyłącznie w określonych warunkach.


(http://www.temeculawines.org/blog/wp-content/uploads/2012/12/red_wine1.jpg)

Jednak zanim wyniki eksperymentów przeniosą się na praktykę kliniczną podawania „tabletek młodości” popijmy nieco dobrego, czerwonego wina (nie mylić z podłym sikaczem) i zagryźmy orzeszkami ziemnymi. Oczywiście w rozsądnych ilościach, bo nie chodzi o upijanie się i na pohybel dietom nakazującym wcinać tylko białe serki, jogurciki i inne takie „rarytasy”, obrzydzając sobie życie liczeniem kalorii. Wszystko we właściwych proporcjach, zasada słuszna dla wszystkiego także diet i tak zwanego „zdrowego stylu życia”, zwłaszcza, że definicja tego co jest zdrowe zmienia się w zależności od tego kto finansuje badania mające zdefiniować pojęcie, co mi przypomina o sporze czy lepsze masło czy margaryna.

[1]http://medicalxpress.com/news/2013-03-validates-longevity-pathway-universal-mechanism.html
[2] http://www.sciencemag.org/content/339/6124/1216
[3]http://www.sciencemag.org/content/339/6124/1156.summary

****ENG*****
Does any of my Guests like red wine? If yes is the answer I in this gloomy, wet, snowy and so wonderful morning I have a good news. Weather here in Poland is awful as usual in March, but with red wine it may be not so bad.. Red wine is improving our longevity, longevity we all (at least majority) want and dream about. No, no I am not writing this text after drinking too much in Saturday night, I am writing inspired by interesting article published in Science magazine [1]. When article appears in Science it means it is important and worth reading. It is really important and strongly  proved, not like in Polish mainstream medias. In mainstream everything is just to be treated like “the truth from the sky above”. No one, except from fascist, dull, crank (sceptical ones may get other gorgeous nicknames) discuss with mainstream.

Ageing process itself has been my point of interest for many years. As many of us I asked myself one simple question: why. Why ageing, from biological point of view causing nothing but loses, exists if evolution and natural selection is to improve organism, it to select the best from best? If ultimate goal is to create the strongest and best suited, best quality why do ageing occurs? Simple organism, like sponges (yes, so called natural sponges are little and primitive animals) are actually immortal being with infinite regeneration potential? Specialization and complexity have its price: lack of regeneration together with exhaustion. Another factor making live shorter is sexual inbreeding (yes, yes I mean sex), not washing hands often. Sexual inbreeding provides greater genetic diversity, but is expensive in a terms of organism’s resources.  So, we can define ageing as a kind of evolutional trade between development and specialization opportunities and ability to regenerate and refill resources (both infinite for a simple life forms). It is said that those chosen by gods are dying young. I doubt if living 200 years is so good, but coming back to Science publication..

Many years ago scientists discovered connections between mitochondria (cellular batteries) and ageing process. Revestratol present in grape skin, peanuts and berries improving mitochondria’s activity, working like a battery recharging. All of this happen by switching on siritunin protein SRT1. Previously published results of experiments showed mice given revestratol more sufficient recover from obesity effects as well as from immunological and extends animal lifespan. Almost immediately question about details of biochemical pathway, about reaction location and its catalysts arise.  Experiments with gene’s mutants enabled scientists to locate interaction places between SIRT1 and revestratol. Specific, hydrophobic motifs of SIRT enabling protein activation were detected. Single amino acid residue Glu 230 (glutamic acid, located in 230 position), located in N-terminal domain  is critical for all process.  Unfortunately activation described occurs in specific conditions only.


 (http://www.temeculawines.org/blog/wp-content/uploads/2012/12/red_wine1.jpg)

Long is the way from scientific experiment to common, clinical practice. We won’t get “longevity drugs” for a long time, so let’s just drink a glass of a good, high quality red wine. Forget diets and eat a few peanuts. Glass of wine and peanuts will not kill us, even if are considered as dietetic sins. On a diet we are to eat yogurts, white cheese and other “tasty things” and to make life miserable by counting calories. Proportions, proportions and once more proportions are key to the success. Don’t exaggerate even with “healthy lifestyle” whatever “healthy lifestyle” means on a particular moment. There is no one definition of “healthy lifestyle”, as everything depends of research’s funding agency.

[1]http://medicalxpress.com/news/2013-03-validates-longevity-pathway-universal-mechanism.html
[2] http://www.sciencemag.org/content/339/6124/1216
[3]http://www.sciencemag.org/content/339/6124/1156.summary