Jak wiedzą stali Goście mojego bloga, jestem dość sceptyczna wobec idei multi-kulti ponieważ nie wierzę, że da się pokojowo zmieścić, na małej przestrzeni, ludzi których systemy prawne, kultura i wierzenia są sprzeczne. Europejskie poszanowanie wolności jednostki, przechodzące nieraz w kult narcyzmu średnio pasuje do konfucjańskiej idei interesu roju, gdzie jednostka wiele nie znaczy. Europejskie, i ogólnie zachodnie, poszanowanie praw kobiet czy innych mniejszości, nie pasuje z dzikimi ideami "honoru" wyznawców proroka-pedofila. Lecz o ile pracowici Chińczycy jeszcze dość dobrze wpasowują się w krajobraz i nie kłują w oczy nie da się tego powiedzieć o zwolennikach "zbrodni honoru". Pisałam o praktyce w Toronto, gdzie właśnie zamknięcie ludzi na małej przestrzeni powodowało stworzenie się zamkniętych podgrup ponieważ ludzie szukali kontaktu ze znanym i rozumianym. To zwykła reakcja każdego, tak mnie jak i innych, ale dla międzynarodówki rozporkowej, która wygryzła lewicę zajmującą się bardziej sprawami socjalnymi, to rasizm.
Zastanawia mnie co robi UE w sprawie pandemii? Gdzie ci wielcy szafarze, tak dzielnie walczący z rzekomym nie przestrzeganiem praworządności? Gdzie Timmermans i tym podobni, tak wielce zafrasowani? Jeśli ktoś z was, moi Goście, może podesłać bo chętnie poczytam. Co prawda nie oczekuję za wiele od speców od określania krzywizny banana czy ogórka, specjalistek od gwałconych krów i tym podobnych, ale zawsze chętnie poczytam co i jak. Może się mylę i jednak zarządzający UE to nie jest, jak powiedziałam komuś tutaj "narodowa reprezentacja cudaków, których partie wysyłają tam, gdzie wyrządzą mniej szkód", bo patrząc na posłankę Bieńkowską lepiej mieć ją z dala, chociaż patrząc jak bruździ to właściwie nie wiadomo. Wyjaśnienie komuś ze Szwajcarii, ale także Niemiec czy innego kraju, dlaczego polska opozycja lata do UE o pomoc by obalić rząd metodą "ulica i zagranica" jest ciężka, bo jednak staram się mówić o Polsce możliwie dobrze. A o wielu politykach mówić dobrze ciężko, a nie chcę gadać, że większość polityków to zdrajcy nienawidzący własnego narodu albo ideologiczni nieudacznicy. Dlatego pewnie tak pozytywnie zaskoczyła mnie decyzja premiera Morawieckiego o zamknięciu granic, by zatrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa z Wuhan (tak, wirus pojawił się na targu w Wuhan czy międzynarodówce rozporkowej to się podoba, czy nie), a nie doprowadzić do włoskiego scenariusza. Nie żeby szwajcarski był tak znowu dobry, ale jakoś dajemy radę. Zamknięcie granic, częściowe zamknięcie galerii handlowych i tryb "na wynos" w restauracjach powinien pomóc. Ja sama będę pracować w domu, by nie kusić licha dojeżdżając do pracy. Bo chociaż jestem odporna i w życiu nawet grypy nie miałam, a najgorsze co to trzydniowe przeziębienie bez nawet porządnej gorączki, to po co ryzykować? W każdym razie Polska na razie zdaje egzamin i dobrze. Granice, ze Szwajcarią, zamyka też Austria, Dania całkowicie i można powiedzieć, że tak na naszych oczach ciężko choruje idea solidarności europejskiej. Pandemia nie tak znowu zabójczej, w porównaniu z hiszpanką czy cholerę, ale i tak groźnej choroby pokazuje dobitnie, że jednak wszystko ma narodowość i że jak przychodzi do kryzysu to jesteśmy Austriakami, Duńczykami, czy Polakami przede wszystkim, nie zaś Europejczykami. Rzecz jasna każdy rozsądny człowiek wie, że kapitał ma narodowość, ale utopie mają to do siebie, że żyją długo bo wyrażają nadzieję na raj na ziemi.
Jak poczytałam o Belgach jeżdżących do Holandii [1] to restauracji to zastanawiam się ponownie jak bardzo coś nie tak jest z zachodem. Czy ludzie nie rozumieją zagrożenia? Owszem to nie dżuma, ebola czy hiszpanka, ale nawet w przypadku epidemii grypy sezonowej trzeba uważać. No, ale czego oczekiwać o ludziach nie widzących, że dzielnica Molenbeek stała się eksterytorialnym terenem, gdzie panują dzikie prawa pustyni? Głupota jest zwykle całościowa i systemowa niestety, ale plusem całej tej pandemii może być to, że przynajmniej nie najadą nas hordy najeźdźców prezydenta Erdogana, pardon "uchodźców", więc jakieś szczęście w nieszczęściu. Jeśli zaś produkcja będzie mnie skumulowana w Chinach też, ale oczywiście byłoby znacznie lepiej jakby podobne otrzeźwienie przyszło bez tylu ofiar w ludziach i strat dla gospodarki.
Jak już pisałam wcześniej, nie jestem pod wielkim wrażeniem reakcji władz w Szwajcarii. Szwajcaria ma szansę zająć niechlubne miejsce na liście najbardziej dotkniętych państw, a niestety zbyt późne ograniczenie wjazdu z Włoch z pewnością uczyniło wiele złego. Ludzie już wcześniej domagali się zamknięcia granicy z Włochami, lecz takowa decyzja nie zapadła. Rzecz jasna sytuacja nie jest prosta: całkiem sporo ludzi dojeżdża do pracy z Włoch i nie da się ot tak zamknąć, no ale czy przypadkiem nie zamknięcie nie było gorsze? Generalnie nie ma paniki, chociaż ze sklepów znikają makarony oraz ryż, ale nie ma pustych półek. Ale pewne nerwowe reakcje są, jak w linku [2]. Oczywiście odsuwanie się od Azjaty to jeszcze nie ciężki rasizm, ale z pewnością sytuacja nieprzyjemna dodatkowo spowodowana nerwową atmosferą. Takie zachowanie nie powinno mieć miejsca i jest to zwykłe chamstwo. W czasie kryzysu wszyscy myślimy o sobie i swoich najbliższych nie pięknych ideach równości i świata bez granic. To, co mi się bardzo podoba w Szwajcarii to to, że tutaj nie ma oszalałego mutli-kulti i zalewu imigrantów spoza Europy. To biały kraj i dlatego tutaj przyjechałam, ale tak naprawdę mieszkanie za granicą to zawsze ciężki kawałek chleba. Zawsze ktoś nam wypomni pochodzenie, wyszydzi język i komuś będzie przeszkadzać nasza religia (lub jej brak) czy kolor skóry. W Toronto byłam mniejszością etniczną w pracy oraz poza takową jako osoba o białym kolorze skóry, bowiem w pracy i w centrum gdzie mieszkałam spotykałam mieszkańców Azji (Chińczyków, Filipińczyków, Koreańczyków, Hindusów), ludzi z Ameryki Środkowej i Afryki. Wiem, że bycie mniejszością etniczną nie jest lekkie bowiem im bardziej różnimy się od otoczenia tym większe ryzyko niedopasowania. Żeby nie było różowo: tutaj zarobiłam na ulicy świdrujące spojrzenia mówiąc po angielsku, ale jako doświadczony mieszkaniec obczyzny wiem, że trzeba mieć grubą skórę i nie przejmować drobiazgami. I zasadniczo nie pchać się gdzie nas nie chcą, gdzie nasz kraj pochodzenia, przynależność etniczna komuś przeszkadza.
obrazek: https://i.imgur.com/hWagfDB.jpg














